czwartek, 17 maja 2012
Rzymskie wakacje
Chociaż daleko mi do księżniczki, a i pięknego jak młody rzymski bóg Gregorego Pecka (niestety :P) nie było w pobliżu, wycieczka po wiecznym mieście miała dla mnie coś z uroku starego filmu. Rzym odwiedziłam pod koniec marca, tuż przed Wielkanocą i kiedy u nas każdemu dawały się we znaki ostatnie podrygi zimy, tam wszystkie zmysły pieściła już wiosna w pełni i można było odczuć pierwsze oznaki śródziemnomorskiego lata. Uliczne stragany uginały się pod ciężarem stosów zielonych karczochów, dorodnych, pachnących pomidorów i słonecznych, dojrzałych pomarańczy, a parki i trawniki porażały soczystą zielenią. Wycieczki po Rzymie nie trzeba skrupulatnie planować. Wystarczy spontaniczna wędrówka - koniecznie na piechotę - po uliczkach historycznej części miasta, a wszystkie punkty obowiązkowe na pewno prędzej niż później same staną na Waszej drodze :) Pewnie wszystkich od lat tak samo zaskakuje widok wyłaniającego się nagle zza zakrętu ruchliwej ulicy majestatycznego Kolosseum, umieszczonej na niewielkim, przytulnym placu, osławionej przez Felliniego, monumentalnej fontanny di Trevi, czy stale oblężonych przez turystów Schodów Hiszpańskich u podnóża kościoła Św. Trójcy (Trinita dei Monti).
Wystarczy przemieścić się na drugą stronę Tybru, przekraczając jeden z wielu mostów (najlepiej jeden z najpiękniejszych i najbardziej malowniczych - Most Św. Anioła (Ponte Sant' Angelo)), aby z łatwością trafić do Watykanu i od razu skierować się do Bazyliki Św. Piotra lub stanąć w długiej kolejce do Muzeów Watykańskich, wypełnionych po brzegi, zgromadzonymi przez wieki przez papieży, najznamienitszymi dziełami sztuki. Cały Rzym jest zresztą jednym wielkim dziełem sztuki i doprawdy trudno powiedzieć, co robi większe wrażenie - te wszystkie zapierające dech w piersi zabytki, czy tamtejsze jedzenie :)
Nikogo chyba nie trzeba przekonywać co do wartości kuchni włoskiej. Każdy smakosz przynajmniej raz w życiu powinien udać się na kulinarną wędrówkę po Półwyspie Apenińskim (co sama dopisuję po raz kolejny i kolejny do swoich podróżniczych planów :)) Już samo obserwowanie mieszkańców i ich zamiłowania do jedzenia, sprawia niesamowitą przyjemność. Włosi kochają jeść i widać to na każdym kroku - po przepełnionych o każdej porze dnia restauracjach, cukierniach, kawiarniach i lodziarniach i po tym, że nikogo nie dziwi widok eleganckiego biznesmena pod krawatem, zajadającego w biegu na ulicy wielką, apetyczną panini albo kawałek pizzy. W Rzymie, jak i w całych Włoszech wszędzie pewniakiem jest kawa. Nawet w najbardziej "niewyględnych" barach czy mini-kafejkach można być pewnym, że to co otrzymamy w malutkiej filiżance czy większej, przykrytej kremową pianką, na zawsze zmieni nasze wyobrażenie o czarnym napoju i zanim się zorientujemy, okaże, że codziennie pochłaniamy nieprzyzwoite ilości espresso lub cappuccino, mimo że nigdy wcześniej nie byliśmy kawoszami :) Z kolei koneserzy będą czuli się tam jak w niebie, delektując się wszystkimi możliwymi rodzajami kawy, odpowiednio do pory dnia i okazji, łącznie z deserem w postaci kawowej granity z bitą śmietaną.
To samo dotyczy makaronów i pizzy - ani razu nie trafiłam na taką, która nie smakowałaby mi nawet trochę - z grillowaną papryką, pomidorkami czereśniowymi, pancettą, szynką parmeńską, bakłażanem, karczochami, szpinakiem, rukolą, oliwkami, owocami morza i najlepszą mozzarellą na świecie - każdy znajdzie coś dla siebie. Z przysmaków włoskiego fastfood-u udało mi się spróbować też w końcu arancini - ryżowe kulki z mięsno-warzywnym nadzieniem w środku, panierowane w bułce tartej i smażone w głębokim oleju - pycha :)
Na śniadanie, zamiast Tiffaniego, lepiej odwiedzić włoską piekarnię i kupić kilka rodzajów miejscowego pieczywa :) Do wyboru na pewno będą pyszne, różnego rodzaju focaccie, schiacciata, wypiekana z ciasta chlebowego, smarowanego oliwą i posypanego grubą solą, ciabatty, grissini. Warto spróbować słodki chlebek rozmarynowy (pan di ramerino) - drożdżowy z rodzynkami i siekanym rozmarynem o zaskakującym smaku.
Po wszystkich włoskich przysmakach nie można odmówić sobie deseru, a w szczególności lodów :) Powiedziałabym o nich to samo, co o kawie, pizzy i makaronach, ale jednak w ich przypadku można trafić na gorsze i lepsze. Najpewniej po wyglądzie je poznacie :) Jeśli owocowe, to tylko te z ogromnymi kawałkami owoców, czekoladowe koniecznie w kolorze ciemnego kakao, a orzechowe takie, które wyglądają jak grubo zmielona, zmrożona orzechowa masa.
O Rzymie i kuchni włoskiej mogłabym tak opowiadać jeszcze co najmniej w kilku wpisach, bo nie wspomniałam przecież jeszcze o serach (moje odkrycie - wędzona scamorza), wędlinach i winach (zakup obowiązkowy - lekkie gronowe wino w małym kartoniku ze słomką :D), ale na ten temat napisano już tomy, a i tak żadne opowieści nie oddadzą prawdziwego smaku jedzenia i klimatu rzymskich uliczek. Mogę tylko gorąco polecić wyprawę do wiecznego miasta - w końcu wszystkie drogi prowadzą do Rzymu :)
Aha, podobny makaron z pokrzywą (pasta con le ortiche) też można zjeść wiosną w Rzymie :)
środa, 9 maja 2012
Spaghetti w kremowym sosie pokrzywowym
Kiedy wiosna buchnie majem, to znak, że rozpoczęła się najlepsza pora roku - taka, kiedy można przygotować sobie obiad z łąki :) Dzisiaj na moim talerzu znienawidzona pewnie przez większość z Was pokrzywa, ale mogę przysiąc, że obiad nie parzył w język! Zanim wyląduje na talerzu w formie ujarzmionej, najlepiej obchodzić się z nią w gumowych rękawiczkach, chociaż jak wiadomo, lekkie poparzenie pokrzywą może wyjść tylko i wyłącznie na zdrowie :) Bo młoda, majowa, zebrana jeszcze przed kwitnieniem pokrzywa, jest źródłem wszelkiego dobra. Jeżeli macie jakiekolwiek problemy z niedoborem żelaza w organizmie i anemią, koniecznie zaserwujcie sobie w najbliższym czasie taki właśnie obiad, zamiast łykać na pół syntetyczne, pokrzywowe tabletki.
Pokrzywa, podobnie jak jej równie zielony i zdrowy kolega szpinak, nie ma konkretnego, zdecydowanego smaku, dlatego trzeba zaostrzyć go np. ząbkiem czosnku lub cebulą. Połączenie z kremową śmietanką smakuje wspaniale, chociaż w wersji odchudzonej, można użyć oliwy z oliwek.
Aha, i koniecznie nie zapomnijcie dodawać przynajmniej kilkunastu listków pokrzywy do wiosennych sałat i zup szczawiowych! :)
Spaghetti w kremowym sosie pokrzywowym:
(porcja na 3 osoby)
300 g spaghetti,
3 szklanki liści młodej, świeżej pokrzywy,
50 g masła,
2-3 ząbki czosnku,
250 ml słodkiej śmietanki,
3 łyżki brandy,
pieprz, sól
Pokrzywę umyć pod zimną, bieżącą wodą i przebrać, wybierając same czubki pokrzywy z najmłodszymi listkami. W średnim garnku doprowadzić do wrzenia wodę i wrzucić pokrzywę. Gotować 5 minut, po czym odcedzić.
Czosnek drobno posiekać. Na patelni rozgrzać masło, dodać czosnek i zeszklić. Dodać obgotowaną pokrzywę i przesmażyć całość 2-3 minuty. Dodać brandy i na końcu śmietankę. Przyprawić do smaku solą i pieprzem. Dusić na małym ogniu około 10 minut, aż sos zgęstnieje.
W międzyczasie ugotować spaghetti al dente. Odcedzić, po czym z powrotem wrzucić do garnka. Dodać sos pokrzywowy i dobrze wymieszać.
Pokrzywa, podobnie jak jej równie zielony i zdrowy kolega szpinak, nie ma konkretnego, zdecydowanego smaku, dlatego trzeba zaostrzyć go np. ząbkiem czosnku lub cebulą. Połączenie z kremową śmietanką smakuje wspaniale, chociaż w wersji odchudzonej, można użyć oliwy z oliwek.
Aha, i koniecznie nie zapomnijcie dodawać przynajmniej kilkunastu listków pokrzywy do wiosennych sałat i zup szczawiowych! :)
Spaghetti w kremowym sosie pokrzywowym:
(porcja na 3 osoby)
300 g spaghetti,
3 szklanki liści młodej, świeżej pokrzywy,
50 g masła,
2-3 ząbki czosnku,
250 ml słodkiej śmietanki,
3 łyżki brandy,
pieprz, sól
Pokrzywę umyć pod zimną, bieżącą wodą i przebrać, wybierając same czubki pokrzywy z najmłodszymi listkami. W średnim garnku doprowadzić do wrzenia wodę i wrzucić pokrzywę. Gotować 5 minut, po czym odcedzić.
Czosnek drobno posiekać. Na patelni rozgrzać masło, dodać czosnek i zeszklić. Dodać obgotowaną pokrzywę i przesmażyć całość 2-3 minuty. Dodać brandy i na końcu śmietankę. Przyprawić do smaku solą i pieprzem. Dusić na małym ogniu około 10 minut, aż sos zgęstnieje.
W międzyczasie ugotować spaghetti al dente. Odcedzić, po czym z powrotem wrzucić do garnka. Dodać sos pokrzywowy i dobrze wymieszać.
niedziela, 6 maja 2012
Edukator Stylu - wyróżnienia
Tuż przed dłuuuuugim majowym weekendem zakończyło się głosowanie na ulubioną aranżację stołu, wybranych przeze mnie prac, zgłoszonych wcześniej do konkursu Edukator Stylu. Dziękuję za wszystkie oddane głosy oraz opinie na temat przedstawionych propozycji. Zdecydowaną większością głosów wygrała aranżacja o numerze 018 - Zieleń w formie i to jej autor otrzyma wyróżnienie specjalne oraz nagrodę ufundowaną przez organizatora konkursu - DUKA. Zdradzę, że "Zieleń w formie", to również mój osobisty numer jeden, podziwiany za czystą formę, estetykę i współgrające pięknie z całością elementy kultury Dalekiego Wschodu, której jestem wielbicielką :)
Autorowi serdecznie gratuluję!
Zgodnie z obietnicą, wyróżnienia należą się również komentującym i za najtrafniejsze komentarze chciałabym nagrodzić:
- Kass,
- Martę Sokołowską,
- Cherry Plum,
- Bella in funky world,
- Adę
Nagrodami są zestawy (3 sztuki) kubków Stockholm, ufundowane przez DUKA.
Bardzo proszę nagrodzonych o kontakt mailowy.
Autorowi serdecznie gratuluję!
Zgodnie z obietnicą, wyróżnienia należą się również komentującym i za najtrafniejsze komentarze chciałabym nagrodzić:
- Kass,
- Martę Sokołowską,
- Cherry Plum,
- Bella in funky world,
- Adę
Nagrodami są zestawy (3 sztuki) kubków Stockholm, ufundowane przez DUKA.
Bardzo proszę nagrodzonych o kontakt mailowy.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Tort fiołkowy
Przyśnił mi się kiedyś, dokładnie w takiej postaci :) Wiem wiem, to już symptomy podpadające pewnie pod jakąś jednostkę chorobową, którą można by nawet nazwać po imieniu - mam fioła na punkcie fiołków! :)) Na szczęście nie jestem w tym osamotniona, bo przynajmniej kilkoro z Was przyznało się do swoich "fiołów" pod ostatnim wpisem, z czego bardzo się cieszę ;P
To już ostatni ich zbiór w tym roku. Te ostatnie - największe, najsłodsze i najbardziej pachnące, zostawiam zawsze do kandyzowania, ale tym razem specjalnie odłożyłam ich trochę na piękną, kwiatową sukienkę dla kwietniowego, śmietankowego tortu. Rzadko piekę torty, a jeszcze rzadziej torty bez okazji, ale skoro powstał on już w mojej wyobraźni, a sezon fiołkowy nieuchronnie dobiega końca - nie mogłam się powstrzymać :) Po sezonie można wykonać podobną dekorację z fiołków kandyzowanych, ale nic nie zastąpi uroku świeżych (jadalnych!) kwiatów.
Tort fiołkowy:
biszkopt genueński -
80 g mąki pszennej,
2 łyżki mąki ziemniaczanej,
4 jajka,
100 g cukru pudru,
1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią,
20 g stopionego masła,
szczypta soli
przełożenie i dekoracja -
słoik konfitury z płatków fiołków,
500 ml śmietanki kremowej 30%,
2 łyżki cukru pudru,
szklanka świeżych lub kandyzowanych fiołków
Żółtka jaj oddzielić od białek. Białka utrzeć z solą na pianę, pod koniec ucierania dodając cukier puder wymieszany z cukrem waniliowym. Kiedy piana będzie sztywna, dodawać po jednym żółtku ucierając masę dalej na małych obrotach miksera. Obie mąki wymieszać i przesiać, po czym dodać do masy jajecznej i delikatnie wymieszać całość łyżką lub szpatułką. Na koniec dodać stopione i ostudzone masło i jeszcze raz delikatnie wymieszać.
Piekarnik rozgrzać do 170 stopni. Dno tortownicy o średnicy 19 cm wysmarować masłem i wypełnić masą biszkoptową. Piec około 30 minut, aż ciasto będzie sprężyste, a patyczek wbity w środek suchy. Upieczony biszkopt wyjąć na kratkę i wystudzić.
Schłodzoną śmietankę kremową ubić z cukrem pudrem na krem (można dodać więcej cukru wg gustu, ale krem powinien być delikatny w smaku, aby nie zabił smaku i zapachu fiołków).
Wystudzony biszkopt przekroić poziomo na trzy krążki. Każdy krążek nasączyć, np. kilkoma łyżkami przegotowanej wody, wymieszanej z cukrem waniliowym i sokiem z cytryny, bo nie ma nic gorszego niż suchy tort ;) Dolny blat biszkoptu posmarować 2-3 łyżkami konfitury fiołkowej i 1/3 części bitej śmietany. Przykryć kolejnym blatem i tak samo posmarować najpierw konfiturą, później 1/3 części bitej śmietany. Przykryć ostatnim blatem. Wierzch i boki tortu pokryć pozostałą śmietaną i schłodzić. Przed podaniem posypać fiołkami.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Konfitura z płatków fiołków
Pytacie mnie często w listach, skąd biorę i gdzie nabyć można fiołki. Od razu mam wówczas przed oczyma sklepik jak z bajki, w którym uśmiechnięta od ucha do ucha zielarka sprzedaje pachnące słodko małe bukieciki, torebki, płatki i słoiczki wypełnione fiołkowymi kwiatkami :) I chociaż bardzo bym chciała, takiego sklepu jeszcze nie napotkałam. Fiołki trzeba zebrać :) Mam to wielkie szczęście, że każdego roku, na początku kwietnia, ogród moich dziadków pokrywa się liliowym dywanem fiołków, więc mam je prawie na wyciągnięcie ręki. I chociaż fiołkobranie oznacza zawsze przynajmniej dwie godziny, spędzone z nosem w trawie, to nazywam to najprzyjemniejszym żmudnym zajęciem świata :) Bo fiołki to przecież początek wiosny, zapach pierwszej świeżej trawy, pierwsze ciepłe dni i rozkoszne promienie słońca. Rozejrzyjcie się tylko dobrze wokoło - naprawdę rosną prawie wszędzie. Po zapachu je poznacie :)
Po soku i galaretce, w końcu przyszedł czas na to, o czym myślałam od początku zabawy z fiołkami. Konfitura z płatków! Miałam kiedyś okazję spróbowania "sklepowej" fiołkowej konfitury produkcji francuskiej. Oprócz psychodelicznego koloru, nie miała nic wspólnego z tą, którą zrobiłam w domu. Ostra woń "identyczna z naturalną" i obezwładniająca słodycz zaskoczyły mnie raczej negatywnie i tym bardziej przekonały do własnego eksperymentu. Konfitura z płatków fiołków domowej roboty jest słodka, ale tylko tak słodka, jak powinna być konfitura i delikatna w smaku i aromacie, jak delikatne są kwiatki fiołka. I uprzedzę Wasze kolejne pytanie - tak, mam trochę nie po kolei w głowie i naprawdę wszystkie płatki przebrałam samodzielnie i ręcznie ;))
Konfitura z płatków fiołków:
150 g płatków fiołków (im więcej tym lepiej),
500 g cukru,
2 łyżki pektyny owocowej (lub środka żelującego na bazie naturalnej pektyny owocowej),
sok wyciśnięty z jednej cytryny,
750 g wody
Płatki fiołków rozetrzeć z sokiem cytrynowym i łyżką cukru, aż zaczną puszczać sok, po czym dodać pektynę i wymieszać.
Cukier zagotować z wodą na syrop. Kiedy lekko zgęstnieje i na powierzchni pojawią się okrągłe perełki powietrza, dodać utarte fiołki. Gotować około 20 minut na średnim ogniu, aż konfitura zgęstnieje. Zestawić z ognia i mieszać do czasu, aż zniknie piana. Gorącą konfiturą wypełnić czyste i wyprażone słoiki. Pasteryzować w piekarniku lub wodzie 5-7 minut.
piątek, 20 kwietnia 2012
Fiołkowy tydzień...
już wkrótce :) Ale najpierw kwiatek do kwiatka, płatek do płatka...
Tymczasem życzę Wam przyjemnego, wiosennego weekendu i przypominam, że jeszcze przez tydzień (z kawałkiem) wybieramy najlepsze aranżacje stołu w konkursie Edukator Stylu i wygrywamy kubki Duka :)
Etykiety:
fiołki
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Ciemny chleb litewski na słodzie
Jeżeli nie byliście jeszcze na Litwie i jesteście miłośnikami dobrego pieczywa, zapewniam - choćby tylko i wyłącznie dla tego chleba warto przemierzyć tysiące kilometrów za naszą wschodnią granicę. Bo najpierw musicie koniecznie spróbować oryginału, aby zapamiętać ten smak i zatęsknić za nim w domu.
Długo czekałam na tę właściwą recepturę na prawdziwy ciemny, pachnący karmelowym aromatem słodu, miodem i kminkiem chleb, którego smak i uwielbienie mam najpewniej zapisane w genach. Brakowało mi jednego, ale tego najbardziej kluczowego składnika - żytniego słodu. Pamiętam, jak biegałyśmy z Dziunnią po całym Wilnie w poszukiwaniu śladów tej niedostępnej u nas ingrediencji i mimo, że Wilno pełne jest bardzo ładnych sklepików z naturalną, zdrową eko-żywnością i tradycyjnymi litewskimi wyrobami, na pytanie o słód sprzedawcy robili dziwną minę, uznając nas prawdopodobnie za nawiedzone turystki ;) W końcu udało się namierzyć prawdziwy litewski słód w jednym z internetowych sklepów, a przepis z litewskiej strony firmy, zajmującej się dystrybucją różnych rodzajów mąki (o ile dobrze rozszyfrowałam z litewskiego ;)) i oto jest - to TEN smak, zapach i wygląd :) Chleb zyskał w domu miano "kultowego" i piekę go częściej niż jakiekolwiek inne pieczywo, więc i Wam polecam gorąco. Dziuunia piekła też wersję z mąką zaparzaną z tej samej strony - również bardzo udaną.
Ciemny chleb litewski na słodzie:
zaczyn -
200 g mąki żytniej razowej,
200 g (1 szklanka) aktywnego zakwasu żytniego,
100 g wody
ciasto właściwe -
100 g mąki żytniej razowej,
120 g mąki pszennej chlebowej,
100 g ciepłej wody,
3 łyżki cukru,
1 łyżka miodu (dodaję gryczany),
1 łyżka słodu żytniego ciemnego litewskiego,
1 łyżeczka słodu jęczmiennego barwiącego (opcjonalnie),
1 łyżka kminku,
1 łyżka soli
Wieczorem przed dniem wypieku chleba przygotowujemy zaczyn - mąkę wymieszać w misce z zakwasem i wodą. Szczelnie przykryć miskę folią przezroczystą i zostawić na 12 godzin.
Kminek utłuc w moździerzu. Obie mąki wymieszać z solą, cukrem, słodem i kminkiem (również robię to dzień wcześniej - wówczas mąki przechodzą pięknym zapachem słodu i kminku). Zakwaszone ciasto wymieszać z miodem i wodą, po czym dodać do składników suchych i wymieszać - można zrobić to mikserem z końcówkami do ciasta chlebowego. Powstanie dosyć gęste, ciemne ciasto.
Formę keksową (22 cm X 10 cm) wyłożyć pergaminem i wypełnić ciastem chlebowym, pomagając sobie maczaną w wodzie łyżką. Wygładzić wierzch, posypać kminkiem. Foremkę z chlebem szczelnie zawinąć w folię (czysta foliowa reklamówka sprawdza się świetnie) i odstawić w ciepłe miejsce na 3-4 godziny do wyrośnięcia.
Kiedy ciasto podchodzi do brzegów foremki, rozgrzać piekarnik do 250 stopni. Wstawić chleb do mocno rozgrzanego pieca na 15 minut, po czym zmniejszyć temperaturę do 200 stopni i piec kolejne 30 minut.
Po wystudzeniu, zawinąć chleb w bawełnianą lub lnianą ściereczkę i folię i zostawić na co najmniej 12 godzin. Chleb litewski smakuje najlepiej na drugi, trzeci dzień po upieczeniu. Dzięki słodowi bardzo długo zachowuje świeżość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
o mnie
- Komarka
- Poland
- Gotuję z przyjemnością i dla przyjemności. Uprawiam zioła, warzę sok z fiołków, zwijam różyczki z kruchego ciasta i godzinami zdobię pierniczki. Wszystko po to, by moje dania cieszyły oko, zachwycały nos i pieściły podniebienie. Bo jedzenie, to dla mnie alchemia zmysłów.
Etykiety
- akcesoria sprzęty (2)
- akcje kulinarne (35)
- azjatyckie (27)
- Boże Narodzenie (44)
- chlebki słodkie (8)
- chleby i bułeczki (31)
- ciasteczka (44)
- ciasto bezowe (2)
- ciasto biszkoptowe i ucierane (28)
- ciasto drożdżowe (22)
- ciasto filo (3)
- ciasto francuskie (5)
- ciasto kruche (18)
- cytrusy (17)
- czekolada (20)
- desery (28)
- dynia (17)
- fiołki (10)
- jabłka (17)
- karnawał (12)
- kokos (7)
- kuchnia polska (33)
- kulinarne pocztówki z podróży (29)
- kurczak (16)
- letnie grillowanie (6)
- lody (6)
- mak (10)
- makarony (15)
- mango (8)
- mięsne (25)
- mufiny i babeczki (10)
- napoje i drinki (11)
- ogród (8)
- orzechy (25)
- placki naleśniki pierogi (10)
- po grecku (8)
- przetwory (21)
- rabarbar (6)
- rajskie jabłuszka (3)
- ryba (9)
- ryż (5)
- sałatki (11)
- serniki (12)
- tarty słodkie i wytrawne (9)
- truskawki (15)
- wegetariańskie (50)
- Wielkanoc (26)
- wydarzenia (18)
- zioła przyprawy dodatki (17)
- zupy (19)
- śliwki (12)
- śniadanie (22)
Archiwum
-
►
2011
(69)
- grudzień (7)
- listopad (8)
- październik (5)
- wrzesień (5)
- sierpień (3)
- lipiec (6)
- czerwiec (7)
- maj (6)
- kwiecień (5)
- marzec (8)
- luty (4)
- styczeń (5)
-
►
2010
(86)
- grudzień (7)
- listopad (8)
- październik (7)
- wrzesień (4)
- sierpień (7)
- lipiec (6)
- czerwiec (8)
- maj (8)
- kwiecień (7)
- marzec (8)
- luty (7)
- styczeń (9)
-
►
2009
(94)
- grudzień (10)
- listopad (10)
- październik (8)
- wrzesień (6)
- sierpień (6)
- lipiec (8)
- czerwiec (9)
- maj (7)
- kwiecień (7)
- marzec (8)
- luty (8)
- styczeń (7)
-
►
2008
(100)
- grudzień (8)
- listopad (8)
- październik (10)
- wrzesień (8)
- sierpień (10)
- czerwiec (12)
- maj (11)
- kwiecień (7)
- marzec (10)
- luty (7)
- styczeń (9)
-
►
2007
(20)
- grudzień (7)
- listopad (8)
- październik (5)
Kulinarnie z kraju i ze świata
- A Cat in the Kitchen
- A Meandering Mango
- A Whisk and a Spoon
- Anoushka en Cuisine
- Arabeska
- Around the Kitchen Table
- B Comme Bon
- Bakarella
- Baking Obsession
- Bea w Kuchni
- Brulion z Przepisami
- Cannelle et Vanille
- Cook (Almost) Anything
- Coś Niecoś
- Delicious Days
- Eat after Reading
- Elra
- Food Blogga
- Food Haven
- Happy Home Baking
- Home MadeS
- Jej Kuchnia.pl
- Joy the Baker
- Junglefrog Cooking
- Kuchnia Alicji
- Kwestia Smaku
- La Tartine Gourmande
- Makagigi i 55 Pierników
- Moja Kuchnia nad Atlantykiem
- Moje Wypieki
- My Best Food
- My Kitchen
- Neringos Blogas
- Nordijus
- Palachinka
- Palce Lizać!
- Passionate About Baking
- Pastry Pal
- Pieprz czy Wanilia
- Rasa Malaysia
- Simply Recipes
- Smitten Kitchen
- Souvlaki For The Soul
- Stone Soup
- Strawberries from Poland
- Tartelette
- Trufla
- Use Real Butter
- What Katie Ate
- What's for Lunch Honey
- White Plate
- Перлы от La Perla
© Copyright 2007-2012 Every Cake You Bake, kopiowanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione
© Copyright 2007-2010
Every Cake You Bake,
kopiowanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione
Every Cake You Bake,
kopiowanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione


































