czwartek, 31 lipca 2014

Sernik z czerwoną porzeczką i pieprzem cayenne:


Sporo kontrowersji wzbudził ostatnio wpis o ogórkach małosolnych z miodem. W takim razie dorzucam jeszcze do pieca, polecając Wam dzisiaj sernik z pieprzem cayenne :)

Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych smaków i połączeń smakowych, ukształtowanych w dzieciństwie i trudno wyobrazić sobie naruszenia tego bezpiecznego i znajomego dla naszych kubków smakowych środowiska. Od czasu, kiedy jedzenie świadomie stało się ważną częścią mojego życia, staram się walczyć z przyzwyczajeniami, otwierając się na na różne smaki, próbując na nowo tych potraw, których w dzieciństwie z uporem maniaka z góry oznaczałam etykietką "nie lubię!" i poznając te nieznane mi wcześniej. Takim sposobem znienawidzone wcześniej pierogi ruskie i brukselka, teraz stały się dla mnie rarytasem. I chociaż nadal nie znoszę wątróbki (z wyjątkiem kurzej w postaci pâté ;)) i flaczków, bo po kolejnej, świadomej próbie, nadal mi nie smakują, to zupełnie nie szokuje mnie już widok Szkota, polewającego obficie syropem klonowym swoją śniadaniową grzankę z jajkiem i bekonem, czy przygotowywanie sosu na bazie czekolady do mięsa. Kiedyś czekolada lub karmel z solą budziły sensację - dzisiaj są przysmakiem znanym nie tylko koneserom. Jestem ciekawa smaków i połączeń smakowych, które na pozór mogą wydawać się kulinarną perwersją lub zachcianką kobiety w odmiennym stanie. Sernik z porzeczkami doprawiony ostrą papryczką? Nie, nie zwariowałam - jest pyszny! :)


W przepisie Edwarda Lee, sernik składa się z połączenia świeżego sera koziego z serkiem śmietankowym. Bardzo chciałabym spróbować tej oryginalnej wersji, ale z braku koziego twarogu pod ręką, żeby nie przegapić sezonu porzeczkowego, upiekłam tymczasem sernik klasyczny z tradycyjnego sera z mleka krowiego. Zapewniam Was, że pieprz kajeński wspaniale podbija smak sera i kwaśnych porzeczek, ale nie przytłacza ostrością. Wielbicielom słodszych serników polecam dodanie większej ilości cukru, ponieważ w tej wersji ciasto jest delikatnie słodkie. 

 

Sernik z czerwoną porzeczką i pieprzem cayenne:

spód -
2 szklanki zmielonych ciastek imbirowych (lub zwykłych herbatników wymieszanych z pół łyżeczki mielonego imbiru),
2 1⁄2 łyżki cukru,
5 łyżek stopionego masła

masa sernikowa -
340 g trzykrotnie zmielonego twarogu,
230 g serka śmietankowego,
1⁄2 szklanki maślanki,
1⁄2 szklanki cukru,
4 jajka,
1 łyżeczka mąki,
sok i skórka otarta z połowy cytryny,
1 szklanka czerwonych porzeczek,
1⁄2 łyżeczki pieprzu cayenne

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. Zmielone ciastka wymieszać z cukrem i stopionym masłem. Masą wykleić spód i boki wysmarowanej masłem tortownicy o średnicy 23 cm. Tortownicę wstawić do rozgrzanego piekarnika na 10 minut. Wyjąć i wystudzić. Temperaturę piekarnika zredukować do 160 stopni.

W międzyczasie przygotować masę sernikową. Twaróg i serek śmietankowy zmiksować na puszysty krem. Dodać maślankę i cukier, cały czas miksując dodawać do jednym jajku. Na końcu dodać mąkę, sok i skórkę cytrynową oraz połowę porzeczek. Wszystko dokładnie wymieszać i masę wlać na podpieczony kruchy spód, posypać resztą porzeczek i oprószyć spód pieprzem kajeńskim.
Tortownicę owinąć szczelnie folią aluminiową i wstawić do naczynia, które należy napełnić wrzącą wodą, aby sięgała 1/3 wysokości tortownicy. Piec około godziny i 15 minut. Wystudzony sernik schłodzić w lodówce.



niedziela, 27 lipca 2014

Dżem z owoców świdośliwy


Ciąg dalszy moich tegorocznych eksperymentów z owocami świdośliwy to przetwory. Bardzo chciałam sprawdzić, jak smakują świdośliwowe dżemy, więc skrupulatnie zbierałam owoce od początku ich dojrzewania. Trzeba zbierać je partiami, ponieważ nie dojrzewają jednocześnie i kiedy część jest już ciemnogranatowa i słodka, pozostałe na gałązkach są jeszcze niedojrzałe i zielone lub bladoróżowe. Bałam się, że nie uda mi się uzbierać ich tyle, żeby usmażyć dżem chociaż na kilka małych słoiczków i żeby część owocu w międzyczasie nie zepsuła się, więc mroziłam te uzbierane, dobierając resztę. Odkryłam też, że świdośliwa należy raczej do owoców twardych (pewnie przez pokrewieństwo z jabłkami) i bardzo długo nie psuje się, trzymana w lodówce, więc mrożenie w zasadzie wcale nie było konieczne. Tak czy inaczej, skompletowałam około kilograma jagód i usmażyłam dwa rodzaje dżemu - z samej świdośliwy i z połączenia świdośliwy z maliną.

Wspominałam już przy okazji tarty, że owoce świdośliwy nie rozpadają się w obróbce cieplnej. Trzeba się naprawdę postarać, żeby rozgotować je zupełnie :) Mnie się to nie udało, więc część potraktowałam blenderem, żeby uzyskać gładszą konsystencję, a i tak dżem przypomina bardzo konfiturę z owoców bzu czarnego z bardzo wyczuwalnymi kulkami jagód i pesteczkami. Sok i skórka z cytryny wyostrzyły i podkreśliły smak w przypadku jednego dżemu, a przetarte przez sito maliny - w przypadku dżemu drugiego. Obie wersje wyszły bardzo smaczne i oryginalne w smaku i już trafiły do spiżarni na półkę z przetworami specjalnymi :)


Dżem z owoców świdośliwy:

600 g owoców świdośliwy,
450 g cukru,
sok i skórka otarta z 1 cytryny,

Umyte owoce świdośliwy wrzucić do płaskiego garnka i podgrzewać na małym ogniu, aż zaczną puszczać sok. Dodać cukier, sok i skórkę z cytryny i nadal podgrzewać, mieszając od czasu do czasu, aby cukier rozpuścił się. Gotować około 20 minut na małym ogniu. Kiedy dżem ostygnie, sprawdzić jego gęstość - jeżeli jest odpowiednia - doprowadzić dżem do wrzenia i przełożyć do wyparzonych słoików. Jeżeli dżem jest zbyt rzadki, gotować kolejne 15 minut, po czym przełożyć do słoików.

Pasteryzować słoiki z dżemem około 10 minut.


Konfitura ze świdośliwy i malin:

600 g malin,
400 g owoców świdośliwy,
500 g cukru

Maliny wrzucić do płaskiego garnka i podgrzewać na małym ogniu, aż puszczą sok. Przetrzeć przez gęste sitko, pozbywając się pestek,

Przetarte maliny przełożyć z powrotem do garnka, dodać owoce świdośliwy oraz cukier. Podgrzewać mieszając, aż cukier rozpuści się całkowicie. Gotować około 20 minut. 

Gotową konfiturę przełożyć do wyparzonych słoików. Pasteryzować około 10 minut.



piątek, 18 lipca 2014

Małosolne ze świeżym miodem


Jedliście już w tym roku? :) Teraz smakują najlepiej!
Ogórki małosolne (najlepiej jedno lub dwudniowe) maczać w świeżym miodzie (u mnie spadziowy) i konsumować ze smakiem.

Kto jeszcze nie próbował - niech się poprawi :)





poniedziałek, 14 lipca 2014

Tarta ze świdośliwą


Zwykła - niezwykła tarta. Zwykła, bo to klasyka gatunku - kruchy, cieniutki spód i owocowe nadzienie, związane śmietanowo-jajeczną polewą. Niezwykła, bo po raz pierwszy udało mi się upiec ciasto w pełni świdośliwowe :) Wcześniej garstki jagód tego mało popularnego jeszcze u nas krzewu dodawałam do mufinek razem z leśnymi jagodami czarnymi lub innymi sezonowymi owocami do letnich ciast, ale nigdy nie były one smakiem dominującym, ponieważ miałam ich za mało. W tym roku, nasze dwa ogrodowe drzewka świdośliwy rozrosły się na tyle, że udało mi się nazbierać jagód nie tylko na tartę, ale i pierwsze z nich przetwory. Do tego dzikie gołębie i inne ptactwo - wielcy amatorzy tych oryginalnych przysmaków, okazali się wyjątkowo łaskawi, oszczędzając większość dojrzałych owoców i dlatego mogłam cieszyć się wyjątkowo pokaźnymi zbiorami :)

Świdośliwa jest wciąż bardzo rzadko spotykana w naszych ogrodach i tym samym rzadko wykorzystywana w kuchni. Z mojego internetowego śledztwa dowiedziałam się, że od wieków znana jest na przykład w Kanadzie. Na początku, jako dziko rosnący krzew, zapewniający pożywienie pierwszym osadnikom, później jako roślina hodowlana, popularna wśród współczesnych Kanadyjczyków. Owoce świdośliwy, jako bogate źródło antyoksydantów, witamin i składników mineralnych, spożywane są przez nich na surowo, ugotowane na parze, suszone lub w postaci owocowych galaretek z przetartego i podsuszonego miąższu. Oryginalnym, lokalnym produktem, który jeszcze teraz można znaleźć w kanadyjskich sklepach jest pemmican - niezwykle odżywcza potrawa, robiona z suszonych i zmielonych kawałków mięsa (najczęściej bizona, łosia lub jelenia), wymieszanych ze stopionym tłuszczem i owocami świdośliwy, która pozwalała kiedyś przetrwać srogie zimy. Podaruję sobie na razie wypróbowanie takiego ekstremalnego przepisu (ale może jacyś miłośnicy survivalu będą zainteresowani :)), ale postanowiłam sobie, że moich świdośliwowych skarbów nie zmarnuję w tym roku i przerobię do ostatniej jagódki. Na pierwszy ognień poszła tarta.

Wykorzystałam przepis Klotyldy z Chocolate&Zucchini, ponieważ zależało mi na wypróbowaniu owoców świdośliwy w jak najbardziej czystej formie, bez kremów i innych dodatków o zdecydowanym smaku. Tutaj jagody połączone są jedynie z cukrem i zmielonymi migdałami, które fantastycznie podkreślają ich naturalny smak - słodki, z lekko orzechową goryczką. Świdośliwa ma jeszcze jedną dużą zaletę - owoce nie rozpadają się w obróbce cieplnej! Zachowują swój kształt jagodowych kuleczek, przyjemnie stawiając opór pomiędzy zębami. Byłam bardzo mile zaskoczona, bo tarta smakowała świetnie na świeżo - jeszcze lekko ciepła, z kleksem jogurtu naturalnego, ale też na drugi dzień, kiedy kruche ciasto lekko zmiękło i tarta nabrała delikatnego, aksamitnego smaku. Jestem na tak i już czekam na kolejne świdośliwowe zbiory i eksperymenty deserowe i nie tylko :)

Tarta ze świdośliwą:

kruchy spód - 
85 g zimnego masła,
85 g cukru pudru,
170 g mąki,
1 łyżka zimnego mleka,
1 łyżeczka białego octu winnego,
szczypta soli

nadzienie - 
ok. 500 g owoców świdośliwy,
25 g zmielonych na mączkę, prażonych migdałów,
25 g cukru,
1 jajko,
1/4 szklanki śmietanki kremówki 30%

Przesianą mąkę wymieszać z cukrem pudrem i solą. Dodać pokrojone w kostkę zimne masło, jajko, mleko o ocet i szybko zagnieść ciasto. Uformować kulę i zawiniętą w folię schłodzić w lodówce.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Schłodzone ciasto rozwałkować i wykleić nim formę do tarty, łącznie z bokami (ciasto jest bardzo delikatne i może się rwać - w takim wypadku po prostu wykleić nim formę przenosząc kawałki). Ciasto ponakłuwać widelcem i piec około 15 minut, aż zrobi się lekko złociste.

W tym czasie umyte jagody świdośliwy wymieszać z cukrem i mielonymi migdałami. Napełnić nimi podpieczony spód. Wstawić z powrotem do piekarnika i piec kolejne 15 minut.

Jajko zmiksować ze śmietanką i polać jagody świdośliwy. Piec kolejne 15 minut, aż polewa zetnie się. 
Upieczoną tartę wyjąć i pozostawić do wystygnięcia. 
Najlepiej smakuje podana z jogurtem lub bitą śmietanką.



czwartek, 3 lipca 2014

Pizza z rabarbarem, kozim serem i bazylią


Przyznaję - jestem sportową ignorantką. Nie mam zielonego pojęcia do znaczy "spalony", na stadiony chodzę tylko i wyłącznie na koncerty i nie oglądałam dotąd żadnego mundialowego meczu. Z czystej ciekawości obejrzę pewnie mecz finałowy a tymczasem chętnie kibicuję kibicującym i urządzam sobie mały mundial w kuchni. Nie da się ukryć, że najpopularniejsze menu kibica niezależnie od narodowości i miejsca zamieszkania to fastfoodowe dania, przegryzki i przekąski w towarzystwie kufla piwa, a że dobry, domowy fasfood nie musi być zły - dzisiaj proponuję pizzę :)

Długo szukałam pomysłu na zagospodarowanie ostatnich w tym roku łodyg mojego ogrodowego rabarbaru, niekoniecznie słodkiego, chętniej wytrawnego i w końcu wpadłam na oryginalny przepis na pizzę z rabarbarem. Okazało się, że wytrawna kwaskowatość rabarbaru świetnie pasuje do słonego, kremowego sera koziego w połączeniu z pomidorowo-miodowym sosem i festiwalem bazylii (zielona, purpurowa, cytrynowa i grecka) prosto z moich balkonowych skrzynek z ziołami. Cienki i delikatny spód to wypróbowany już przepis Jamiego Oliviera, który mogę polecić z czystym sumieniem, tak jak całą pizzę - będzie smakować Wam i na meczu, letnim pikniku, jak i bez okazji, dla czystej przyjemności ;)


Pizza z rabarbarem, kozim serem i bazylią:

ciasto - 
250 g mąki chlebowej,
3,5 g drożdży suszonych,
1/3 łyżeczki soli,
1/2 łyżki cukru,
160 ml letniej wody,
1 łyżka oliwy,
1 łyżka semoliny

sos pomidorowy -
1 puszka pomidorów lub 6 łyżek przecieru pomidorowego,
2 łyżki oliwy z oliwek,
2 ząbki czosnku,
1 łyżeczka miodu,
2 łyżeczko oregano,
1/2 łyżeczki soli

nadzienie -
1 mała cebula lub 3 zielone cebulki,
2-3 łodygi rabarbaru,
125 g koziego sera,
1 kula mozzarelli,
1/4 szklanki posiekanych liści bazylii + dodatkowa garść do garnirowania,
1 łyżka oliwy,
sól i pieprz

Przygotować ciasto - ciepłą wodę wymieszać z suszonymi drożdżami, cukrem i oliwą. Pozostawić na ok. 10 minut, aby drożdże zaczęły pracować.
Mąkę przesiać do miski i wymieszać z solą. W środek wlać zaczyn drożdżowy i mieszając widelcem, połączyć z mąką. Zagnieść ciasto i wyrabiać kilkanaście minut, aż będzie gładkie i lśniące. Uformować kulę, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia.

Przygotować sos - oliwę wlać do rondla i dodać posiekany czosnek. Podgrzewać na małym ogniu, aż czosnek zeszkli się lekko. Dodać pomidory lub przecier pomidorowy, miód i oregano. Gotować na małym ogniu ok. 10 minut, aż sos zredukuje się. Doprawić solą.

Przygotować nadzienie - cebulę posiekać i zeszklić na oliwie. Dodać pokrojony w niewielkie kawałki rabarbar i dusić mieszając ok. 3 minuty. Doprawić solą i pieprzem.

Rozgrzać piekarnik i kamień do pieczenia pizzy, jeżeli używacie do 230 stopni.
Wyrośnięte ciasto przełożyć na blat oprószony semoliną i rozwałkować cienko (można podzielić ciasto i rozwałkować kilka małych spodów). Spód skropić oliwą i rozsmarować sos pomidorowy. Rozłożyć uduszoną cebulę z rabarbarem, posiekaną bazylię, pokrojony w kawałki ser kozi i na końcu mozzarellę.
Pizzę przełożyć na rozgrzany kamień i piec ok. 15 minut, aż będzie lekko rumiana na brzegach.
Upieczoną posypać pozostałymi listkami bazylii.





czwartek, 26 czerwca 2014

Zupa krem z rzodkiewek i jabłek


Różowa zupa :) I nie jest to ani botwinka, ani barszcz, ani nawet mój ukochany letni chłodnik litewski. Wszyscy lubią świeżą, chrupiącą rzodkiewkę do kanapek lub w sałatce, a czy próbowaliście kiedyś rzodkiewkę ugotować?

Rzodkiewka w mojej kuchni pojawia się zwykle w okolicach wielkanocnego śniadania i zostaje tam do końca lata. Świeża ma krótki czas przydatności do spożycia - szybko starzeje się i traci swój smak i chrupkość, więc w ogrodzie siejemy ją na okrągło, co kilka tygodni tak, aby nowa grządka zdążyła dojrzeć zanim starsza przekwitnie i zdrewnieje. Nie wyobrażam sobie śniadania bez twarożku ze szczypiorkiem i rzodkiewką, przynajmniej raz w tygodniu, a ciepłych dni bez chrupiącego rzodkiewką chłodnika. Ostatnio odkryłam też, że rzodkiewka smakuje równie dobrze i ciekawie w postaci ugotowanej. Zupa krem z dodatkiem jabłek i ziemniaków jest aksamitna, lekko kwaskowata i bardzo delikatna, więc podkręciłam jej smak odrobiną pieprzu cayeńskiego, dzięki czemu nabrała zadziornego charakteru. Jak wszystkie kremy, zupa najlepiej smakuje w towarzystwie chrupiącej przystawki w postaci grzanki lub groszku ptysiowego.

Zupa krem z rzodkiewek i jabłek:

2 cebule, 
2 łyżki oliwy,
około 450 g rzodkiewek,
około 370 g ziemniaków,
3 jabłka,
1 litr bulionu drobiowego lub warzywnego,
1/2 szklanki śmietanki kremówki,
szczypta pieprzu cayenne,
sól i pieprz

grzanki -
bagietka,
żółty ser, 
kilka dodatkowych rzodkiewek,
jabłko

Posiekaną cebulę zeszklić na oliwie w dużym garnku. Dodać pokrojone w kostkę rzodkiewki i obrane i oczyszczone z gniazd nasiennych jabłka - wszystko dusić mieszając około 5 minut. Dodać pokrojone w kostkę ziemniaki oraz gorący bulion. Przykryć pokrywką i gotować na małym ogniu około 20 minut, aż ziemniaki będą miękkie. Zmiksować zupę blenderem, aż powstanie gładki krem. Doprawić do smaku pieprzem cayenne, świeżo zmielonym pieprzem czarnym i solą oraz zabielić śmietaną. 

Bagietkę pokroić na kromki i zapiec lub z obu stron. Na każdej opieczonej kromce bagietki położyć plasterek sera żółtego i plasterki rzodkiewki i jabłka. Podawać z gorącą zupą.




niedziela, 22 czerwca 2014

Tarta czekoladowo-miodowa z truskawkami


Tarta na powitanie lata :) Chociaż chłodne i deszczowe, to mam nadzieję, że to tylko złe dobrego początki i z tygodnia na tydzień lato rozkręci się pięknie.

Uwielbiam połączenie czekolady i truskawek! Nie tylko smakowo, ale i wizualnie i gdybym miała za zadanie stworzenie wyrafinowanego deseru z truskawkami na specjalną okazję, na pewno stawiałabym na tę kombinację. Głęboki, czekoladowy kolor wspaniale podkreśla soczystą, zmysłową czerwień truskawek, a kiedy wmieszamy w to wszystko świeżą, złocistą słodycz miodu, mamy prawdziwy raj dla wszystkich zmysłów. Tarta banalna w przygotowaniu, ponieważ pieczenia wymaga tylko kruchy spód. Czekoladowo-miodowy ganache, którym wypełniamy tartę wystarczy tylko schłodzić w lodówce i uzupełnić świeżymi truskawkami. Smak oceńcie sami, ale jestem pewna, że koneserzy czekolady będą zachwyceni.


Tarta czekoladowo-miodowa z truskawkami:

kruchy spód czekoladowy - 
1 szklanka mąki,
1/2 szklanki kakao,
1/2 szklanki cukru pudru,
120 g zimnego masła,
1 żółtko,
szczypta soli

nadzienie - 
340 g czekolady (ciemnej lub mlecznej według gustu - ja użyłam ciemnej),
1/4 szklanki miodu + 2 łyżki,
3/4 szklanki śmietanki kremówki,
truskawki

Przygotować kruchy spód - mąkę przesiać do miski i wymieszać z kakao, cukrem pudrem i solą. Dodać pokrojone w kostkę zimne masło oraz żółtko. Wszystko szybko zagnieść, z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię i schłodzić.

Schłodzone kruche ciasto rozwałkować i wyłożyć nim przygotowaną formę do tarty. Rozgrzać piekarnik do 200 stopni. Piec ok. 20 minut - ciasto musi być całkowicie upieczone. Wyjąć z piekarnika i zostawić do ostygnięcia.

W rondelku wymieszać śmietankę i 1/4 szklanki miodu i podgrzewać na małym ogniu do zagotowania. Zdjąć z ognia i dodać połamaną na kawałki czekoladę. Mieszać do czasu, aż czekolada całkowicie się rozpuści i powstanie gładka masa. Czekoladową masę wylać na ostudzony kruchy spód. Tartę chłodzić w lodówce przynajmniej 5 godzin (najlepiej całą noc). Przed podaniem na wierzchu ułożyć truskawki, skropić pozostałym miodem i ozdobić tartę listkami melisy i kwiatami czarnego bzu.




  © Blogger template 'Morning Drink' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP