piątek, 31 października 2008

Dyniowe scones




Na koniec dyniowego festiwalu proponuję małe pomarańczowe bułeczki śniadaniowe :) Ela z My Best Food proponowała wytrawne dyniowe scones z szałwią i parmezanem, a ja, na fali korzennych wypieków, upiekłam scones w wersji na słodko, z rodzynkami i orzechami, po raz kolejny z przepisu ze strony Joy of Baking.



Scones to bułeczki na bazie proszku do pieczenia i/lub sody. Tak jak muffiny, scones nie lubią starannego mieszania składników i długiego ugniatania ciasta. Im szybciej i bardziej niedbale połączymy składniki, tym scones będą pulchniejsze i lepiej wyrośnięte. Przepis na scones dyniowe zaintrygował mnie tym, że ciasto nie zawiera jajek, a mleko lub śmietana tu zastąpione zostało maślanką. Dzięki temu ciasto jest bardziej razowe, a bułeczkom bliżej do pieczywa niż deserowego wypieku. W połączeniu z musem dyniowym, który oprócz pomarańczowego koloru nadaje wilgotność oraz korzennymi przyprawami, dyniowe scones mogą się być prawdziwą ozdobą i rarytasem jesiennych śniadań. Najlepsze jeszcze na ciepło, przekrojone na pół i posmarowane masłem i ulubionym dżemem, albo schrupane z jogurtem. Oprócz orzechów i rodzynków, do ciast można również dodać kawałki białej czekolady.
Jeszcze jedna ważna uwaga - scones należy piec w dobrze nagrzanym piekarniku, aby uniknąć ich "rozpłynięcia" się i zapewnić złotą i chrupiącą skórkę.



Dyniowe scones:

280 g mąki,
72 g jasnego lub ciemnego cukru brązowego,
1/2 łyżeczki mielonego imbiru,
1/2 łyżeczki cynamonu,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
1/4 łyżeczki sody,
1/4 łyżeczki soli,
113 g zimnego masła,
50 g rodzynków,
30 g prażonych orzechów,
80 - 120 ml maslanki,
1/2 szklanki musu dyniowego,
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (dodalam cukier waniliowy)

do smarowania wierzchu:
1 jajko,
1 łyżka mleka lub smietanki

W misce wymieszać składniki suche - mąkę, cukier, przyprawy, proszek do pieczenia, sodę i sól. Zimne masło w kawałkach wrzucić do suchej mieszanki i razem posiekać aż będzie przypominać kruszonkę. Dodać rodzynki i orzechy. W oddzielnej misce wymieszać maślankę i mus dyniowy i wlać do ciasta suchego. Wymieszać składniki i szybo zagnieść w kulę. Rozgrzać piekarnik do 200 stopni. Ciasto rozwałkować na grubość ok. 3-4 cm i wyciąć bułeczki (trójkątne lub okrągłe lub jakie tylko sobie życzycie :)) Scones przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Jajko roztrzepać z mlekiem lub śmietanką i posmarować wierzch każdej bułeczki. Piec około 20 minut, aż będą złociste.


Podsumowanie Festiwalu Dyni i linki do innych dyniowych przepisów znajdziecie na stronie Bei - pomysłodawczyni akcji - Moja Kuchnia

środa, 29 października 2008

Sernik dyniowy




W ostatnim wpisie wspomniałam, ze potrawy z dyni nie były znane w mojej rodzinie. Babcia opowiadała wprawdzie o dyniowych zacierkach na mleku, ale nigdy nie dane mi było ich spróbować. Słodkie dyniowe wypieki, a nawet zupy i inne dania wytrawne powoli odkrywam sama. Największą różnorodnością przepisów z dynią w roli głównej może pochwalić się chyba kuchnia amerykańska - kuchnia ojczyzyny dyni. Paje dyniowe, ciasta, muffiny i ciastka pojawiają się z początkiem jesieni i królują przede wszystkim w okresie kultywowanego w Ameryce święta Halloween, a wspomnieniem owych wypieków jest pomarańczowa, szczerbata twarz Jacka-O'-lantern, mrugająca nocą z ganków i ogrodów. O amerykańskim paju dyniowym słyszałam różne opinie i postanowiłam odłożyć go na później. Na jednej z amerykańskich (a jakze! ;)) stron kulinarnych znalazłam coś innego, co przykuło moją uwagę i coś co musiałam wypróbować natychmiast - sernik dyniowy!



Co tak mnie w nim zafrapowało? Serowo-dyniowy smak, którego nie znałam wcześniej i połączenie go z korzennymi przyprawami. Znając źródło pochodzenia przepisu miałam pewność, że będzie to kremowy, wilgotny sernik w stylu nowojorskim lub londyńskim, ale takiego smaku po twarogowym cieście z musem dyniowym nie spodziewałam się wcale. Na dzień dzisiejszy zaryzykuję stwierdzeniem, że jest to najlepszy sernik jaki dotychczas jadłam. Korzenny i lekko kwaskowaty, wilgotny i doskonale kremowy, z waniliową polewą śmietanową, podbił serce całej rodziny i gości, którzy przyjechali poratować nas w jabłkowej klęsce urodzaju ;) Ten mus dyniowy, który przezornie zamroziłam, mam zamiar przeznaczyć właśnie na następny sernik dyniowy. Może zamiast jesiennymi liśćmi, ozdobię go wtedy świątecznymi pierniczkami? :) Oryginalny przepis pochodzi ze strony Joy of Baking.



Sernik dyniowy:

spód:

100 g pokruszonych herbatników razowych (dodałam herbatniki kakaowe)
50 g zmielonych (lub pokruszonych) pierniczków lub ciastek imbirowych
15 g cukru
56 - 60 g stopionego masła

sernik:

145 g jasnego cukru brązowego
1/2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
1/8 łyżeczki mielonych goździków
1/8 łyżeczki mielonej gałki muszkatułowej
1/4 łyżeczki soli
454 g kremowego serka (dodałam zwykły mielony twaróg)
3 duże jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanili (dodałam cukier waniliowy)
1 szklanka musu dyniowego

polewa:

1 szklanka kwaśnej śmietany
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub cukru waniliowego)
50 g cukru

Wymieszać pokruszone herbatniki, pierniczki i cukier i połączyć ze stopionym masłem. Wykleić ciastem małą tortownicę (około 20 cm) i wstawić do lodówki.

Cukier, sól i przyprawy wymieszać. W oddzielnej misce utrzeć ser, stopniowo dodając cukier z przyprawami. Ciągle ucierając masę, dodawać po jednym jajku. Na końcu dodać mus dyniowy i wanilię.
Masę serową wylać na schłodzony spód. W piekarniku rozgrzanym do 180 stopni, na dolnej półce umieścić naczynie z gorącą wodą, która będzie nawilżać powietrze. Wstawić sernik i piec około 30 minut. Zmniejszyć temperaturę w piecu do około 165 stopni i piec kolejne 10-20 minut. W tym czasie wymieszać śmietanę z cukrem i wanilią. Polewę rozsmarować na wierzchu sernika i zapiec przez około 10 minut, aż polewa się zetnie. Zostawić w tortownicy do całkowitego ostudzenia (można ostrym nożem okroić brzegi, żeby polewa nie popękała, kiedy sernik będzie się lekko zapadał). Schłodzić w lodówce.

wtorek, 28 października 2008

Ciastka dyniowe z żurawiną, rodzynkami i orzechami




Odwiedzając przed chwilą parę znajomych blogów, zauważyłam że tydzień dyniowy w pełni :) Królują pękate słoneczne „banie” i rozmaite pyszności z nich przyrządzone. Aż trudno uwierzyć, że z dyni można zrobić tyle różnorodnych potraw! Kolejne niedoceniane warzywo?

Jestem troszeczkę spóźniona, przez małą weekendową wyprawę za naszą zachodnią granicę, o której później – jak tylko uporządkuję zdjęcia i wspomnienia. A teraz czem prędzej zabieram się za nadrabianie zaległości dyniowych :)

Bardzo się cieszę, że Bea zaprosiła mnie do uczestnictwa w festiwalu dyniowym. Dzięki temu w końcu miałam okazję poznać bliżej i zaprzyjaźnić się z pomarańczową królową jesiennych ogrodów. Dynie zawsze rosły w naszym ogrodzie, ale raczej nie było rodzinnych tradycji na ich użytkowanie w kuchni, z wyjątkiem wybierania i suszenia pestek. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni :) Zupa, którą prezentowałam kilka tygodni temu, to moje pierwsze doświadczenie kuchenne z dynią. A z okazji tygodnia dyniowego postanowiłam poeksperymentować z dynią na słodko.
Podstawą dyniowych wypieków jest dyniowy mus. Aby go przygotować, kawałki dyni ugotowałam najpierw w małej ilości wody aż do miękkości, po czym zmiksowałam miąższ i na końcu odcisnęłam z niego nadmiar wody. Część musu wykorzystałam do wypieków, a część zamroziłam (fajnie będzie znów upiec coś słonecznego w środku zimy :)). Innym niezbędnym składnikiem dyniowych słodkości są korzenne przyprawy. Dynia sama w sobie jest mdła. Dopiero cynamon, goździki, imbir, gałka muszkatułowa, wanilia, a także cukier brązowy, wydobywają z niej całą esencję smaku. Aby wzmocnić kolor, można również dodać do dyni odrobinę kurkumy, chociaż większość odmian ma naturalnie intensywną, pomarańczową barwę miąższu, która nadaje potrawom i wypiekom piękny, słoneczny, wesoły odcień.



Dyniowy tydzień rozpoczynam od korzennych ciastek dyniowych, wzbogaconych innymi skarbami jesieni - suszoną żurawiną, rodzynami i orzechami laskowymi. Przepis znalazłam na blogu Food Blogga, zastępując tylko podane w oryginalne pekany, naszymi orzechami laskowymi. To propozycja dla wielbicieli biszkoptowych, mięciutkich ciastek. Bardzo delikatne, wilgotne i pachnące korzeniami ciasteczka sprawdziły się świetnie jako "ciasteczka na podróż". Ale rozkoszne doznania dostarcza też zamoczenie dyniowego ciasteczka w mleku lub domowej kawie i przegryzanie go w czasie popołudniowej sjesty. Na dowód powiem, że piekłam je już dwukrotnie w ciągu jednego tygodnia :)



Ciastka dyniowe z żurawiną, rodzynkami i orzechami laskowymi:

8 łyżek masła,
1/2 szklanki cukru,
1/2 szklanki ciemnego cukru brązowego,
1 duże jajko,
1 łyżka ekstraktu waniliowego (dodałam cukier waniliowy),
1 szklanka musu dyniowego,
1 łyżeczka cynamonu,
1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatułowej,
1/2 łyżeczki mielonego imbiru,
1/8 łyżeczki świeżo mielonego czarnego pieprzu,
2 szklanki mąki,
1 1/2 łyżeczki sody,
1/2 łyżeczki soli,
1/4 szklanki suszonej żurawiny,
1/4 szklanki rodzynków,
1/3 szklanki posiekanych, prażonych orzechów laskowych (lub pekanów)

Zmiksować masło z cukrami na białą, gładką masę, po czym dodać jajko, wanilię i mus dyniowy. Mąkę wymieszać z sodą, solą i przyprawami, dodać do masy dyniowej. Wymieszać aż wszystkie składniki się połączą. Dodać żurawinę, rodzynki i orzechy. Ciasto nakładać łyżką na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec około 15 minut w temperaturze 200 stopni.

środa, 22 października 2008

Francuskie jabłuszka (i gruszki)




"You're the apple of my eye" - zawsze bardzo podobał mi się ten angielski idiom. Zamiast naszego, przysłowiowego "oczka w głowie" Anglicy mają jabłuszko. To bardzo logiczne, bo jabłko kojarzy się z czymś miłym, ciepłym, przyjemnym i przyjaznym. Jest wiele ładnych wizualnie owoców i do tego smacznych, ale to jabłko jest tym najbardziej "swojskim" i wzbudzającym pozytywne skojarzenia. Nie przez przypadek wszyscy szukają swojej drugiej połówki jabłka (OK. czasami szukają też połówki pomarańczy ;)) :) Ba, niektórzy nawet nazywają tak szczególnie drogą i kochaną osobę. Pamiętacie córeczkę Gwyneth Paltrow i Chrisa Martina? :) Dla nich jabłko to z pewnością coś o wiele więcej niż tylko okrągły owoc jabłoni, występującej powszechnie w klimacie umiarkowanym. Jabłko, oprócz tego że jest smaczne, pachnące i zdrowe, jest też po prostu ładne. Doskonale symetryczne, z gładką i błyszczącą skórką, przybierającą w zależności od jego gatunku najróżniejsze barwy - od bladożółtej, po zieloną, beżową, az po całą paletę odcieni różu i czerwieni. Żółte papierówki to zwiastun lata a bordowe malinówki - jesiennych zbiorów. A chcąc przywołać w myślach jakieś przyjemne skojarzenia, wystarczy pomyśleć o rumianych jabłuszkach w słonecznym, letnim sadzie. Dlatego dziś proponuję mały hołd dla jabłka - ciastka o jabłkowym kształcie :) Są to właściwie mini tarty na cieście francuskim. Błyskawiczne, nieskomplikowane w przygotowaniu i podwójnie jabłkowe. Najlepiej upiec je tuż przed podaniem, bo niestety szybko nasiąkają sokiem i przestają być rozkosznie chrupiące. Jako bonus - mini-tarta gruszkowa ;)



Francuskie jabłuszka i gruszki:

opakowanie ciasta francuskiego,
kilka jabłek i gruszek,
cynamon,
cukier brązowy i/lub waniliowy,
świeży miód lub marmolada morelowa

Ciasto francuskie rozwałkować lekko, najlepiej od razu na blasze (wyłożonej papierem do pieczenia), na której będą się piec ciastka. Jabłka i gruszki obrać, przekroić na połówki i usunąć gniazdka nasienne. Kazdą z nich ponacinać po wierzchu. Połówki owoców rozłożyć na cieście zachowując odstępy ok. 3 cm. Ostrym nożem, wokół każdego owoca, wykroić jego kształt (razem z ogonkiem i listkiem :)). Połówki jabłek i gruszek posypać cynamonem i cukrem. Upiec na złoty kolor w temperaturze 200 stopni. Jeżeli używacie marmolady - podgrzać ją lekko w rondelku i rozsmarować na upieczonych ciastkach, jeżeli miodu - ciastka polać płynnym miodem tuż przed podaniem.

sobota, 18 października 2008

Czarny bez w słoiku




Czarny bez towarzyszył mi od zawsze. Rozłożyste krzaki porastały ulicę wokół domu babci. Pamiętam też jeszcze żywopłot z czarnego bzu, w którym bardzo często gnieździły się małe ptaki, zakładając w jego gęstych gałęziach swoje gniazdka i wychowując pisklęta. Obserwowaliśmy je przez całe lato, ostrożnie, starając się nie zakłócić ich spokoju. Czarny bez jest atrakcyjny przez cały sezon. Wiosną pojawiają się piękne i pachnące baldachimy złożone z białych drobnych kwiatków, które później, latem zamieniają się w zielone kulki, by w końcu jesienią przystroić się w grona czarnych, błyszczących jagódek. W dawnych czasach, kiedy nie było jeszcze komputerów, telefonów komórkowych i wymyślnych zabawek, z kuzynami robiliśmy z gałązek bzu piszczałki albo (chętniej ;)) dmuchawki, które wraz z kulkami w charakterze amunicji do owych dmuchawek, zawsze zapewniały nam świetną zabawę :) Moi rodzice z kolei, wykorzystywali czarny bez w trosce o moje zdrowie. Uwielbiałam aromatyczny dżem z drobnymi pesteczkami i ciemny, słodki sok z owoców bzu i domagałam się ich przez całą zimę. Nie wiem w jakim stopniu miały one wpływ na moje zdrowie, ale faktem było, że jako dziecko chorowałam bardzo rzadko i czasem nawet w swojej dziecinnej naiwości zazdrościłam koleżankom z klasy, które z powodu częstych gryp i angin bezkarnie mogły opuszczać lekcje, kiedy mnie zdarzało się to może raz w roku.

Czarny bez jest znany i wykorzystywany od wieków, ceniony przede wszystkim za swoje właściwości lecznicze. Owoce bzu czarnego, oprócz wielu przydatnych związków organicznych, zawierają dużo witaminy C i witamin z grupy B i dzięki temu są świetnym antidotum na wszelkie przeziębienia, choroby górnych dróg oddechowych i grypy, odtruwają organizm i usuwają szkodliwe metabolity. Trzeba tylko pamiętać, że do przetworów, syropów i nalewek nadają się tylko i wyłącznie bardzo dojrzałe owoce. Ja postanowiłam odtworzyć mój ulubiony z dzieciństwa "dżem z pesteczkami", a przy okazji walki z jabłkową klęską urodzaju, zrobiłam też marmoladę z bzu i jabłek. Oba wspaniałe. A przeziębienia i grypy w tym roku się nie spodziewam :)



Dżem z czarnego bzu:

1 kg dojrzałych, odszypułkowanych owoców czarnego bzu,
1 kg cukru

Owoce umyć i wrzucić do garnka, dolewając około pół szklanki wody. Gotować na małym ogniu aż owoce puszczą sok i trochę odparują. Dodać cukier. Gotować na małym ogniu, często mieszając, aż dżem zgęstnieje. Gorący przełożyć do słoików i zawekować.

Marmolada z czarnego bzu i jabłek:



1 kg dojrzałych, odszypułkowanych owoców czarnego bzu,
1 kg jabłek,
1 kg cukru

Umyte owoce bzu ugotować, az rozpadną się i puszczą sok. Przetrzeć przez sitko oddzielając pestki. Pulpę z powrotem przełożyć do garnka i dodać obrane i pokrojone w kostkę jabłka. Gotować na małym ogniu aż jabłka rozgotują się i połączą w jednolitą masę. Dodać cukier. Gotować do czasu aż cukier rozpuści się a marmolada zgęstnieje. Przełożyć do słoików i zawekować.

P.S. Owoce czarnego bzu zawierają dużo pektyn i wychodzi z nich również świetna galaretka. Polecam bardzo :)

poniedziałek, 13 października 2008

Szarlotka kruszonkowa (i jabłkobranie ;))




Parę tygodni temu, wraz z początkiem kalendarzowej jesieni, pisałam ze mam nadzieję na jeszcze kilka dni słonecznej i ciepłej pogody w tym roku. Moje życzenie spełniło się :) Dawno już nie było tak pięknie i przyjemnie jak w ostatnią sobotę! Liście na drzewach i krzewach płonęły wprost i iskrzyły się nasyconymi żółcieniami, złocieniami i czerwieniami w promieniach ostrego słońca i chyba już ostatni raz tego roku można było porzucić na chwilę kurtki i płaszcze, by złapać ostatnie podmuchy ciepłego babiego lata. W tygodniu postraszyły nas pierwsze przymrozki i na zaplanowane na weekend "jabłkobranie", jak na życzenie, otrzymaliśmy prezent w postaci tej odrobiny lata w środku jesieni :)

Natura jest nieobliczalna i chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Tamten rok był rokiem bez jabłka. Przykro było patrzeć na nagie, posępne gałęzie jabłoni zupełnie pozbawione owoców. Drewiane skrzynki w piwnicy świeciły pustkami, a półki na próżno wypatrywały słoików z musami, kompotami, marmoladami i dżemami jabłkowymi. W tym roku z kolei przezywamy prawdziwą klęskę urodzaju! :) Drzewa uginają się pod ciężarem dosłownie oblepiających je, dużych, jędrnych i zdrowych jabłek. Wszystkie odmiany jabłoni, które mamy w ogrodzie, w tym roku obrodziły podwójnie, jak gdyby wynagradzając nam bardzo ubogi zeszły sezon. Antonówki, alwy, lobo, koksy pomarańczowe, bankrofty, beforesty, złote renety - wszystkie wydały owoce, z których większość mogłaby stanąć w szranki w konkursie na najpiękniejsze jabłko :) Czeka mnie najwyraźniej wielki festiwal jabłka przez całą zimę :)



Sobotnie jabłkobranie zostało uwieńczone pajem jabłkowym i szarlotką kruszonkową. Paj znikął prosto z pieca, na gorąco, zanim zdążyłam wyjąć aparat ;) ale na pewno jeszcze do niego wrócę w osobnym wpisie, bo to moje ukochane, jabłkowe, jesienne ciasto. Dzisiaj oddaję pierwszeństwo wypiekowi, który każdy kojarzy z jabłkiem. Myślimy jabłko - mówimy szarlotka :) Odmian szarlotek jest prawdopodobnie tyle ile odmian jabłoni. Kruche, półkruche, biszkoptowe, z pianą lub bez, z jabłkami surowymi, prażonymi lub marmoladą. Każdy ma swoją ulubioną i każdy wraca do niej przynajmniej kilka razy w roku. Moja jest najprostsza z najprostszych - kruszonkowa ze świeżymi jabłkami, chrupiąca i pyszna zarówno na ciepło jak i na zimno. Przepis Dziunni (znowu! ;)) z forum CinCin. Zmniejszyłam tylko proporcje o połowę, by pasowały do mniejszej prostokątnej blaszki lub okrągłego naczynia zaroodpornego.

Szarlotka kruszonkowa:

1 kostka masła,
1,5 szklanki mąki krupczatki,
1,5 szklanki mąki pszennej,
2/3 szklanki cukru pudru,
szczypta soli,
ok. 1,5 kg jabłek (im więcej tym lepiej!)

Masło rozetrzeć z mąkami wymieszanymi z cukrem i solą. Nie zagniatać w kulę, tylko opuszkami palców formować grudki. 2/3 kruszonki wysypać na wysmarowaną masłem blachę, lekko ugniatając. Jabłka starkować na grubych oczkach (jezeli puszczą duzo soku - odcisnąć). Jabłka mozna wymieszać z cukrem waniliowym i cynamonem, po czym ułozyć na kruszonkowym spodzie. Posypać pozostałą częścią ciasta. Piec około 40-50 min. w temperaturze 200 stopni. Upieczoną szarlotkę mozna polukrować lub posypać cukrem pudrem i cynamonem.

piątek, 10 października 2008

Domowa suszarnia owocowa :)




Rozpoczęłam coroczne suszenie ;) Na pierwszy ogień poszły jabłka i gruszki, w kolejce stoją pomarańcze i cytryny. Pierwszą partię owoców wysuszyłam w elektrycznej suszarce do grzybów, ziół i owoców, ale przyznam, że kiedy na zewnątrz robi się coraz zimniej, a kaloryfery wprost proporcjonalnie - stają się coraz cieplejsze, wolę suszyć owoce rozkładając je na aluminiowych tackach na grzejnikach. Na pewno suszą się dłużej, ale równie skutecznie, a przede wszystkim przepełniają dom pięknym owocowym zapachem. Zazdroszczę tym, którzy mają jeszcze kuchnie węglowe i mają możliwość ozdabiania ich jesiennymi, pachnącymi wianuszkami suszących się grzybów i owoców.

Nie ma nic gorszego od biegania po mieście tuż przed Wigilią w poszukiwaniu dobrego suszu owocowego na kompot, dlatego warto zaopatrzyć się w ten własnej roboty duzo wcześniej. Ale nie suszę jabłek i gruszek tylko i wyłącznie na wigilijny kompot. Uwielbiam podgryzać takie owocowe chipsy przez całą zimę :) Nie ma wątpliowości, że są o niebo zdrowsze od tych ziemniaczanych ;) Są bogatym źródłem błonnika i innych składników odżywczych a ich wartość energetyczna przewyższa znacznie tę zawartą w owocach świeżych. Poza tym takie pachące owocowe krążki (przede wszystkim pomarańczowe i cytrynowe) są bardzo dekoracyjne i ładnie wyglądają w jesiennych i zimowych stroikach. Wystarczy tylko pokroić świeże, ulubione owoce w cienkie plasterki, wyciąć gniazdka nasienne, posypać szczyptą cynamonu lub cukru waniliowego i wysuszyć. To jeszcze jedna z dobrych stron jesieni :)


wtorek, 7 października 2008

Zupa dyniowa




Kiedy ktoś mnie pyta, skąd u mnie takie zamiłowanie do kucharzenia, pieczenia i kuchennych eksperymentów, najczęściej odpowiadam, że mam to chyba we krwi :) W mojej rodzinie wszystkie kobiety gotują i gotują dobrze. Począwszy od babci, przez mamę, ciotki, na mnie i mojej kuzynce kończąc. Kiedy spotykamy się wszystkie, prędzej czy później nasze rozmowy płynnie przechodzą na tematy kulinarne. "Wiesz, upiekłam ostatnio to ciasto z przepisu z forum", "A ja kupiłam nową przyprawę w Kuchniach Świata - muszę wypróbować", "Widziałam w sklepie internetowym świetne foremki na babeczki - musimy sobie zamówić!", "Jeżeli dodasz odrobinę kuminu do tej zupy nabierze zupełnie innego smaku" itd. itp. Najczęściej kończy się na wspólnym gotowaniu lub pieczeniu, wymianie nowonabytych produktów lub przypraw i sporządzeniu listy wspólnych zakupów na wymianę następnym razem :) Ostatnio, przy okazji takiego rodzinnego spotkania Dziuunia "sprzedała" mi przepis na zupę dyniową, którą wypróbowała wcześniej u siebie w domu. Przyznam, że do zupy dyniowej zabierałam się od wielu lat, jak przysłowiowy pies do jeża :) Nie wiem z jakiego powodu, bo to przecież zupa jak każda inna, nie wymaga ani skomplikowanych metod ani wymyślnych składników, a tym bardziej wielogodzinnych przygotowań. Na szczęście akurat w naszym jesiennym ogrodzie jedna z pomarańczowych głów chowających się w trawie, osiągnęła odpowiednią wielkość (i którą to głowę podzieliłyśmy z Dziuunią zgodnie na pół ;)) a ja zaopatrzona w sprawdzony i polecony przepis w końcu przełamałam się :) Teraz, kiedy już wiem jak naprawdę smakuje zupa dyniowa, na pewno będzie gościć na moim stole częściej, bo była naprawdę pyszna. Gęsta, kremowa, gorąca i syta, o pięknym złotym kolorze - typowo jesienna. Teraz ja polecam ją Wam :)



Zupa dyniowa:

ok. 1 kg dyni obranej i pokrojonej w grubą kostkę,
ok. 1 kg ziemniaków pokrojonych w kostkę,
1 cebula,
2 ząbki czosnku,
2-3 marchewki starte na grubych oczkach,
pół łyżeczki kuminu,
pół łyżeczki kurkumy,
sól, pieprz, masło
bialy chleb na grzanki,
pestki dyni

Cebulę i czosnek drobno posiekać i zeszklić na maśle. Dodać roztarty w moździeżu kumin i kurkumę, przesmażyć. Dodać część surowych ziemniaków i dyni, przesmażyć razem z cebulą aż się zarumienią. Dodać startą marchewkę i resztę ziemniaków i dyni, przesmażyć wszystko po czym zalać wrzątkiem tak, by woda przykryła warzywa. Dodać sól i pieprz i gotować do miękkości. Kiedy warzywa ugotują się, zmiksować wszystko blenderem i doprawić do smaku.

Chleb pokroić w drobną kostkę i zrumienić na maśle. Pod koniec smażenia dodać pestki dyni aby się uprażyły. Gorącą zupę już w talerzach, posypać grzankami i pestkimi dyni.

Zamiast albo oprócz pestek dyni, zupę można podać również posypaną startym żółtym serem.

sobota, 4 października 2008

Urodziny




Dzisiaj świętujemy - ja i mój blog :) Za mną kolejny rok życia, nowych doświadczeń, znajomości, przyjaźni, podróży, spełnionych marzeń, nowo nabytych umiejętności, również albo przede wszystkim tych kulinarnych :) Mój blog obchodzi swoje pierwsze urodziny i chociaż pierwszy wpis miał miejsce 18 października, to pomysł na Every Cake You Bake zrodził się w mojej głowie dużo wcześniej, prawdopodobniej w okolicach moich urodzin i dlatego świętujemy dziś razem :)

Blogowanie okazało się dla mnie rodzajem pozytywnego uzależnienia :) Uwielbiam to, że mogę dzielić się z Wami jedną z moich największych pasji i jednocześnie sama uczyć się i doskonalić umiejętności kulinarne. Jestem bardzo szczęśliwa, kiedy piszecie, że korzystacie z przepisów tu zamieszczonych, porad kulinarnych, relacji z podróży i odkrywacie wraz ze mną nowe smaki i zapachy. Ten blog w założeniu nie miał być tylko książką kucharską, zbiorem przepisów ze zdjęciami, ale wirtualną, ciepłą, domową kuchnią, w której razem z Wami bawię się gotowaniem, pieczeniem i doświadczeniami przy kubku gorącej herbaty, dobrych wspomnieniach i zwykłych rozmowach. Dlatego dziękuję Wam, znajomym i nieznajomym blogowiczom, anonimowym czytelnikom i gościom, którzy trafili tutaj przez przypadek. Mam nadzieję, że będziecie tu gościć przez następne miesiące, a może i lata i dalej wspólnie będziemy zarażać pasją kucharzenia tych, którzy jeszcze jej nie odkryli :) A dziś częstuję Was urodzinową babeczką z owocami, wyjątkowo nie upieczoną przeze mnie ;) i pozdrawiam serdecznie :)

środa, 1 października 2008

Sernik jeżynowo-malinowy

... na pożegnanie lata



Mamy w ogrodzie krzak jeżynowy. Z roku na rok rozrasta się coraz bardziej i co ciekawe, pnie się w górę po gałęziach orzecha włoskiego rosnącego w bezpośrednim sąsiedztwie. W ten sposób zbieramy jeżyny prosto z drzewa ;) Jeżyn jest coraz więcej, ale niestety wyjątkowo wczesna jesień w tym roku nie sprzyja ich dojrzewaniu. Dojrzewa po kilkanaście owoców na raz, kiedy reszta gałązek oblepiona jest całkiem jeszcze twardymi i czerwonymi jeżynkami. Miałam zamiar upiec sernik jeżynowy, ale nie udało mi się nazbierać odpowiedniej ilości owoców. Na szczęście owocują też jeszcze późne maliny i to one poratowały mnie i mój sernik z ostatnimi w tym roku owocami jagodowymi. Żal się rozstawać z malinami, truskawkami, jagodami i porzeczkami na długie zimowe miesiące, bo to prawdziwe i niepowtarzalne owocowe perełki naszego klimatu - smak i zapach lata, ale niestety tak jak ciepłe i słoneczne miesiące, kończą się nieuchronnie wraz z nadejściem jesieni. Dlatego ten jeżynowo-malinowy sernik to ostatni kęs lata tego roku. Przepis znalazłam w Wielkiej Księdze Kucharskiej - Dania Jarskie, gdzie maliny i jeżyny zastąpione są świeżymi jagodami.



Sernik jeżynowo-malinowy:
(proporcje na małą tortownicę, ok. 20 cm średnicy)

spód -
125 g masła,
100 g płatków owsianych,
100 g pokruszonych herbatników,
2 łyżki brązowego cukru

nadzienie -
375 g chudego sera śmietankowego,
100 g ricotty,
1/3 kubka cukru pudru,
1/2 kubka kwaśnej śmietany,
2 jajka,
1 łyżka drobno utartej skórki pomarańczowej,
1 łyżka mąki

na wierzch -
ok. 450 g świeżych owoców (jeżyn, malin lub jagód),
1/4 kubka wiśniówki lub innej nalewki owocowej (dodałam nalewkę żurawinową)

Na patelni rozpuścić masło, dodać płatki owsiane i herbatniki. Dobrze wymieszać i dodać cukier. Wsypać do wysmarowanej masłem tortownicy i docisnąć do dna i ścianek. Wstawić do lodówki na ok. 15 min.

Ubić ser, ricottę, cukier i kwaśną śmietanę na gładko. Dodać roztrzepane jajka, skórkę pomarańczową i mąkę. Postawić tortownicę na płaskiej blasze lub dokładnie owinąć folią aluminiową, żeby krople nie spakywały do piekarnika, bo masa serowa jest bardzo rzadka. Wlać nadzienie na spód i piec 40-45 minut w temperaturze 180 stopni. Sernik prawie wcale nie rośnie i nie rumieni się na wierzchu, więc nie przejmujcie się, ze coś jest nie tak ;) Masa się ładnie ścina i wbrew pozorom jest delikatna i puszysta.

Na upieczonym i ostudzonym serniku ułożyć owoce, a pozostałe podgrzać w roldelku i kiedy puszczą sok, przetrzeć przez sitko. Pulpę bez pestek wymieszać z nalewką, i gotować na małym ogniu 2-3 minuty. Delikatnie rozprowadzić po powierzchni sernika. Wstawić do lodówki na kilka godzin do lodówki.



Asystentka kuchenna na straży przepisu ;)

  © Blogger template 'Morning Drink' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP