czwartek, 28 maja 2009

Sałatka z pokrzywą, fetą i grzankami



W tym tygodniu królują sałatki. I to właściwie dopiero początek ich panowania, bo im wyżej wędruje słupek rtęci w termometrze za oknem, tym mniej mamy ochoty na treściwe, mięsne obiady i tym chętniej zamieniamy je na lekkie, chrupiące, kolorowe sałatki. Czekam z utęsknieniem, aż na grządkach w ogrodzie pojawi się pierwsza "swoja" sałata, rzodkiewki, chrupiąca, słodka marchewka, zielony groszek i moja ukochana fasolka szparagowa, a wtedy dopiero rozpocznie się prawdziwe sałatkowe szaleństwo i zielone, letnie obiady. Ale już teraz stawiam na stół, w otwartym we wtorek przez Pelę barze, sałatę, która świetnie sprawdza się u mnie i jako dodatek do dań z grilla i jako samodzielne, lekkie danie, bo przez dodatek fety i grzanek z białego chleba jest dość syta. Bardzo fajnie smakuje z dodatkiem młodych listków pokrzywy, ale jeżeli nie jesteście przekonani, zamiast pokrzywy możecie dodać inne gatunki sałat.



Sałatka z pokrzywą, fetą i grzankami:

2 kromki białego chleba,
główka sałaty lodowej,
garść listków młodej pokrzywy,
1 ząbek czosnku rozgnieciony,
1 łyżka świeżego majeranku,
1 łyżka szczypiorku,
1 łyżka świeżej bazylii,
200 g sera feta,
1/3 szklanki oliwy z oliwek,
2 łyżki białego octu winnego,

Chleb pokroić w kostkę i zrumienić na suchej patelni lub w piekarniku aż będzie chrupki. Ostudzić.
Listki pokrzywy umyć, sparzyć i wysuszyć. Liście sałaty umyć, wysuszyć, porwać i ułożyć w salaterce. Fetę pokroić w kostkę. Wymieszać czosnek, posiekane zioła, ocet winny i oliwę w zakręconym słoiku i wstrząsać 30 sekund. Polać fetę sosem, przykryć folią i odstawić na co najmniej 30 minut, mieszając czasem.
Do sałaty dodać marynowaną fetę z sosem ziołowym, liście pokrzywy, wymieszać. Na końcu dodać grzanki* i udekorować młodymi listkami mięty.

* grzanki dodajcie tuż przed podaniem sałatki, ponieważ bardzo szybko wchłaniają sos i tracą chrupkość

niedziela, 24 maja 2009

Jogurtowe ciasto z rabarbarem i orzechową kruszonką



Mój tegoroczny sezon rabarbarowy uważam za zamknięty. Ogrodowy krzaczek został ogołocony z łodyg do końca. Prawie do końca, bo odwdzięczył się za nieunicestwienie go ;) pięknym, różowym kwiatem rabarbaru i on właśnie, na niejadalnej łodydze został jeszcze w charakterze ozdoby i wspomnienia ostatnich słodko-kwaśnych wypieków. Tym kończącym sezon wypiekiem było ciasto na jogurcie i mące razowej i podwójnie chrupiącą, orzechową kruszonką na wierzchu. A słodycz ciasta przełamywały oczywiście kawałki soczystego rabarbaru. Przepis znalazłam na stronie, małym kompendium rabarbarowych receptur, nie tylko na wypieki, ale też przetwory, wina i wytrawne dania z dodatkiem różowych łodyg - http://www.rhubarbinfo.com/ Zachęciły mnie moje ulubione składniki użyte w przepisie - nie tylko jogurt, który jest gwarantem puszystości i wilgotności ciasta, ale też mąka razowa, brązowy cukier i cynamon. Ciasto wyszło bardzo smaczne, tak jak spodziewałam się - wilgotne, pachnące cynamonowo-korzennie, z kwaskowatymi kawałeczkami rabarbaru. W sam raz do niedzielnej białej kawy w pianką i na zakończenie sezonu rabarbarowego :)



Jogurtowe ciasto z rabarbarem i orzechową kruszonką:

kruszonka orzechowa:
2 łyżki masła,
1/2 szklanki cukru brązowego,
1/2 szklanki posiekanych orzechów,
1/4 szklanki mąki,
1 łyżeczka cynamonu

ciasto:
1 szklanka mąki razowej,
1 szklanka mąki zwykłej,
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
1 łyżeczka cynamonu,
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej,
1/2 łyżeczki soli,
225 g jogurtu owocowego (u mnie malinowy),
3 łyżki mleka,
1 szklanka cukru brązowego,
1/2 szklanki masła,
2 jajka,
1 łyżeczka wanilii,
2 1/2 szklanki obranego i pokrojonego w kostkę rabarbaru

Przygotować kruszonkę - wymieszać składniki suche, po czym rozetrzeć je z masłem, formując grudki. Odstawić.

Masło utrzeć z cukrem brązowym na puch, dodając stopniowo po jednym jajku i wanilię. Miksować aż powstanie jednolita, puszysta masa. Wymieszać obie mąki, sól, proszek do pieczenia i sodę. W oddzielnym naczyniu wymieszać jogurt z mlekiem. Stopniowo dodawać do masy maślanej mieszankę suchą i jogurt z mlekiem miksując, aż wszystkie składniki dokładnie się połączą. Na końcu dodać rabarbar. Ciasto przełożyć do nasmarowanej masłem i oprószonej bułką tartą formy i na wierzch rozłożyć kruszonkę. Piec około godziny (do suchego patyczka) w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

czwartek, 21 maja 2009

Tarta migdałowo-rabarbarowa



Sezon rabarbarowy w pełni. Byłam pewna, że mój ogrodowy rabarbarowy krzaczek zostanie spisany na straty, po bardzo marnym dla niego sezonie w tamtym roku, ale ku mojemu zdziwieniu zrobił mi niespodziankę :) Chociaż na początku wiosny nic na to nie wskazywało, rozwinął dorodne liście i co ważniejsze - grube, soczyste łodygi. Jedno tylko zostało zaniedbane - krzak nie był osłonięty od dołu (jako że był spisany na straty ;)) i niestety łodygi straciły swój różowy kolor. Ale na szczęście nie straciły smaku i powędrowały do mojego pierwszego w tym roku rabarbarowego wypieku - tarty :) Przepis Pierra Herme okazał się godnym dzieła francuskiego mistrza cukiernictwa. Tarta migdałowo-rabarbarowa kryje w sobie wszystko co najlepsze - wspaniały kontrast kwaśnego rabarbaru ze słodką, kremową polewą migdałową i chrupiącą maślano-migdałową kruszonką. Wariant z kruszonką jest alzacką wersją tarty. Można wypróbować wersję z samą polewą, posypując upieczone ciasto grubą warstwą cukru kryształu.



Tarta migdałowo-rabarbarowa:
(na podstawie przepisu P. Herme w Desery)

60 g cukru pudru,
ok. 500 g rabarbaru

kruche ciasto:
190 g masła,
1 łyżeczka mialkiej soli,
50 ml zimnego mleka pełnotłustego lub wody,
250 g mąki

polewa migdalowa:
2 jajka,
140 g cukru pudru,
5 łyżek mleka,
5 łyżek słodkiej śmietanki,
50 g mielonych migdałów,
55 g zimnego masła pokrojonego na wiórki

kruszonka migdałowa * :
125 g zimnego masła,
125 cukru,
1/2 łyżeczki miałkiej soli,
125 g mąki,
125 g mielonych migdałów

W przeddzień obrać rabarbar, pokroić na kawałki długości 2 cm. Posypać cukrem pudrem, przykryć i odstawić na co najmniej 8 godzin.

Składniki na kruche ciasto połączyć i szybko zagnieść. Uformować kulę i odstawić w chłodne miejsce na ok. 2 godziny. Rabarbar włożyć do cedzaka i osączyć. Ciasto rozwałkować i wyłożyć nim wysmarowaną formę na tartę (średnica ok. 26 cm). Spód ciasta ponakłuwać widelcem. Piec 15 minut w temperaturze 180 stopni.

Przygotować polewę: jajka utrzeć z cukrem. Wlać mleko i śmietankę. Dodać migdały i wiórki masła, wymieszać. Na upieczony spód rozłożyć rabarbar, polać polewą migdałową i wstawić do piekarnika na kolejne 15 minut. Sypkie składniki na kruszonkę wymieszać, po czy rozetrzeć opuszkami palców z masłem, formując grudki. Kruszonkę rozłożyć na tarcie i piec dalej przez 20 minut.

* z podanych proporcji wychodzi sporo kruszonki - na grubą jej warstwę na tarcie lub małą, dodatkową porcję crumble z rabarbarem :)





Chciałam jeszcze wspomnieć o sprawie dwóch skasowanych blogów na bloggerze "Moja Kuchnia" Bei i "Pokrojone Doprawione" Kasi. Jeżli ktoś wie, w jaki sposób je odzyskać, do kogo zwrócić się w tej sprawie lub ktoś miał podobną sytuację, proszę pomóżcie!!

niedziela, 17 maja 2009

Oeufs sur le plat ze szparagami



Pod tą skomplikowaną francuską nazwą kryją się wcale nieskomplikowane jajka sadzone :) Ich francuska wersja różni się tym, że sadzone są nie na patelni, ale w żaroodpornych naczyniach (np. w kokilkach do sufletów lub creme brulee) i często przyrządzane z rożnymi warzywnymi dodatkami. Szczęśliwym trafem udało mi się ostatnio dostać świeże, piękne zielone szparagi i w związku z tym postanowiłam uraczyć się w weekend królewskim śniadaniem :)

Właściwie przepis, który znalazłam w Jajkach M. Roux to aż dwie potrawy - jajka z główkami szparagów oraz sos szparagowy z pozostałych ich części, który jest wybornym dodatkiem nie tylko do jajek, ale też jako pasta do kanapek. Przynajmniej mi wyszła pasta ;) , a to dlatego że szkoda mi było przecierać z trudem zdobyte raz do roku, rozgotowane szparagi (bądź co bądź przecież zdrowe i pyszne w całości) przez sitko, zgodnie z przepisem, w celu uzyskania rzadkiego sosu i zmiksowałam je tylko bez przecierania. Ale jeżeli chcecie zabłysnąć potrawą, jak wprost z francuskiej restauracji, podajcie jajka z aksamitnym szparagowym sosem. W jednej i drugiej wersji będziecie mieli ochotę wylizać kokilkę i ruszyć w miasto w poszukiwaniu kolejnej porcji szparagów :)


foodelek: przepisy tygodnia
Oeufs sur le plat ze szparagami:(przepis na 4 porcje)

24 małe szparagi,
sól i świeżo zmielony pieprz,
40 g masła,
1 drobno posiekana szalotka,
8 jajek,
1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki

Cienko obrać dolną część łodyg szparagów, Odciąć główki wraz z 3 cm łodyg. Dolną część łodyg pokroić w kostkę, a główki wrzucić do osolonej wody na 1-3 minuty. Zahartować w zimnej wodzie i odsączyć.

Roztopić w rondleku 40 g masła. Dodać szalotkę i pokrojone w kostkę łodygi szparagów, przykryć i dusić na małym ogniu przez 3 minuty. Dolać 100 ml wody i gotować na średnim ogniu przez 5 minut przez przykrycia. Zmiksować blenderem i przetrzeć przez cedzać do małego garnka. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

Cztery żaroodporne miseczki wysmarować masłem. Przy brzegach ułożyć po 6 główek szparagów. Wbić po dwa jajka. Naczynia postawić na palnik, ale nie bezpośrednio na płytce. Smażyć 3-4 minuty. Na końcu można je wstawić na kilka sekund pod rozgrzany grill, aby żółtka bardziej się ścięły. Doprawić solą i pieprzem.

Żaroodporne miseczki ustawiamy na talerzach, główki szparagów polewamy odrobiną sosu szparagowego. Posypujemy natką pietruszki, a resztę sosu podajemy oddzielnie.






Dawno już nie gościła tu moja osobista asystentka ;) Ale wcale nie dlatego, że nie udziela się w kuchni! Czujna i skrupulatna pomaga jak zwykle we wszystkich kuchennych czynnościach, ale wraz z wiosną ma mnóstwo innych rzeczy na głowie. Wylegiwanie się na na dywanie i balkonie w ciepłym wiosennym słońcu, polowanie na pierwsze natrętne i nieproszone owady, wąchanie tulipanów i bzów przynoszonych z ogrodu... Pozdrowienia od Milki z pełnymi łapami roboty ;)

Ja też nie próżnuję - odświeżyłam np. szatkę strony na wiosenno-letnią. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)

czwartek, 14 maja 2009

Stylowy sernik ;)





Mam dla Was kolejną już niespodziankę medialną :) Miło mi poinformować, że redakcja Twojego Stylu postanowiła zmierzyć się z naszymi blogowymi przepisami :) A dokładnie przepisami Trufli, AgusiaH, Kasi24, Małgosi Dz., Dany, Bei i moim. W moim przypadku był to sernik malinowo-jeżynowy. Wszystkie potrawy zostały przygotowane, sfotografowane (i podobno smakowane ;)) przez redakcję. Jeżeli macie ochotę sprawdzić, jak wyszły, sięgnijcie po najnowszy, czerwcowy Twój Styl i strony pod tytułem Blogi Smak :)

poniedziałek, 11 maja 2009

Ule



Życie jest pełne niespodzianek :) Tak jak czeski film ;)
Wybierając się do Pragi, na listę zakupów wpisałam foremki do czeskich ciastek w kształcie uli. Kiedyś, dawno temu, ciasteczka te prezentowała we wspaniałym cyklu czeskich słodkości w Galerii Potraw L.E.A. i ule tak bardzo mi się spodobały, że cały czas o nich pamiętałam, obiecując sobie, że kiedy w końcu trafię do Pragi, kupię sobie zestaw takich foremek. Szczególnie, że L.E.A. zapewniała, że dostępne są w każdym czeskim sklepie AGD i bardzo tam popularne. I pewnie jest to prawdą, ale spróbujcie w centrum Pragi, nie znając zupełnie miasta i do tego mając ograniczenia czasowe i wiele innych planów, znaleźć zwykły sklep ADG! :) Misja niemożliwa :) Krążąc na oślep po niezliczonych sklepach pamiątkarskich z czeskimi kukiełkami, krecikami, absyntem, kubkami z widokiem miasta i innymi gadżetami, na próżno wypatrywałam upragnionych foremek i w końcu, trochę niepocieszona wróciłam bez nich, o czym napomknęłam w ostatnim wpisie.



Praski wpis przeczytała moja kuzynka Dziuunia, po czym oznajmiła mi, że foremki ule ona ma już conajmniej od trzech lat (nota bene - oryginale czeskie, kupione w polskim sklepie internetowym z artykułami AGD! :)) i chętnie mi je pożyczy i przywiezie w weekend, bo i tak leżą w szufladzie! :D Jak obiecała, tak zrobiła i takim oto sposobem jednak udało mi się powspominać Pragę przy czeskich ciasteczkach ulach :)

Zrobienie ciastek uli jest banalnie proste, bo jest to rodzaj pralinki z masła, mielonych biszkoptów, cukru pudru i rumu. Cały efekt tkwi w ulowych foremkach, ale nie przeszkadza w niczym wyklejenie ciastem foremek przestrzennych w innych kształtach. Wyrobioną ręcznie masą wylepia się foremki, dodatkowo nadziewając ciasto zasadnicze inną masą pralinową z dodatkiem alkoholu lub gotowym, gęstym likierem (np. jajecznym). Ul ustawia się na okrągłym biszkopcie i schładza w lodówce przed podaniem. Wyklejanie ciastek to fajna zabawa, a one same są bardzo smaczne, chociaż jak na ule przystało - bardzo słodkie. Mogą występować w dwóch wersjach - jasnej i ciemnej - z dodatkiem kakao. Do każdej z nich można dodatkowo dodać mielone migdały, co następnym razem zamierzam zrobić, ograniczając tym samym ilość cukru. Tymczasem zapraszam na jasne ule z ciemnym, kakaowo-rumowym nadzieniem :)

Jeszcze jedno - na jednej z praskich kamienic znalazłam damską postać, trzymającą zaskakująco podobny do ciastek ul :) Czy ktoś zna bliżej tę czeską, "ulową" symbolikę? Chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej :)



Ule:

250 g zmielonych biszkoptów,
250 g cukru pudru,
160 g masła,
6 łyżek rumu,
paczka okrągłych biszkoptów,

nadzienie -
100 g masła,
1 łyżka rumu,
1 żółtko,
80 g cukru pudru,
1 łyżka ciemnego kakao

Składniki na ciasto zagnieść i odstawić do lodówki na 30 minut.

Składniki na nadzienie zmiksować na krem.

Zamkniętą foremkę do uli wysypać cukrem pudrem i napełnić schłodzonym ciastem, dokładnie dociskając. Końcem drewnianej łyżki wydrążyć dziurkę na farsz i napełnić nadzieniem. Przykryć biszkoptem i wyjąć z foremki. Powtarzać czynności aż do wyczerpania ciasta. Gotowe ule przed podaniem przechowywać w lodówce.



czwartek, 7 maja 2009

Praska wiosna




Praga w maju pachnie bzami, zachwyca kwitnącymi rododendronami i forsycjami i koi wzrok soczystą zielenią starannie wypielęgnowanych trawników i parków. Szumiące radośnie i iskrzące się w słońcu wody Wełtawy tylko utwierdzają w przekonaniu, że to idealne miejsce do spędzenia majowego weekendu :) I nie tylko majowego, bo równie pięknie musi być tam jesienią.

Do czeskiej Pragi, podobnie jak do Berlina, wybierałam się już od kilku dobrych lat. I tak jak w przypadku Berlina, dotarłam tam po raz pierwszy dopiero w tym roku. Parę zbiegów okoliczności, układający się w ciąg dni wolnych, pierwszy majowy weekend, spontaniczna decyzja i tak oto wraz z przyjaciółkami znalazłyśmy się w mieście nad Wełtawą - jednej z najpiękniejszych europejskich stolic.



Praga zachwyca od pierwszego wejrzenia. Wszystkie historyczne dzielnice położone po obu stronach rzeki warte są uwagi i bliższego poznania. Z zazdrością patrzyłam na imponujące i wspaniale zachowane XIX-wieczne kamienice na Nowym Mieście, ślady sesesji i Art Deco, przepiękny rynek Starego Miasta z górującym nad nim pomnikiem Jana Husa, przepych barokowych budowli na Malej Stranie i majestatyczne Hradczany z tajemniczą Złotą Uliczką (z której nie mam ani jednego zdjęcia, bo na moje nieszczęście wyładowały mi się baterie w aparacie :/ ) . To wszystko spięte kamienną klamrą obleganego przez turystów Mostu Karola i innych mniej sławnych ale równie malowniczych mostów na Wełtawie.



Pragę najprzyjemniej zwiedzać na piechotę. Spójna przestrzeń połączonych ze sobą dzielnic sprzyja spacerom, a spacerując można poczuć się trochę tak, jakby wędrowało się w czasie i przestrzeni - od jednej epoki historycznej do drugiej. Franz Kafka zaprasza na kawę do kafejki noszącej jego imię na żydowskim Josefovie, z dobrym wojakiem Szwejkiem można wypić (niejeden ;)) kufel zimnego, wybornego piwa, a gdzie indziej, sącząc kieliszego słodko-gorzkiego, zielonego absyntu, nawet w jeansach i podkoszulku mozna przez chwilę poczuć się jak elegancka, eteryczna XIX-wieczna dama z obrazów Alfonsa Muchy. Zwiedzanie na piechotę ma jeszcze jedną zaletę - wędrując uliczkami i zaułkami można zauważyć szczegóły (nie tylko architektoniczne), których nie dostrzegłoby się z wycieczkowego autokaru, a nawet z pędzącej dorożki i pooddychać prawdziwą praską wiosną :)



Jak każda moja podróż, wyprawa do Pragi była też podróżą kulinarną :) W Czechach nie można nie zjeść wołowego gulaszu z knedlikiem, do wyboru - bułczanym (houskove knedlíky) lub ziemniaczanym (bramborové knedlíky). W wersji wegetariańskiej króluje panierowany, smażony ser, podawany na gotowanych ziemniakach z sosem tatarskim i najróżniejsze zupy (polevki). Na deser można wrócić do knedlików, tym razem na słodko z owocami (ovocné knedlíky) lub zamówić, wywodzący się z tradycji austro-węgierskiej strudel jabłkowy, podawany z bitą śmietaną lub sosem waniliowym lub też popularne naleśniki (palacinky) z lodami, owocami lub konfiturą. Ze słodkości w Czechach spróbujcie koniecznie pysznego twarożkowego batonika w polewie z białej lub ciemnej czekolady - Tycinka (w spożywczaku trzeba go szukać w lodówkach, najczęściej w sąsiedztwie jogurtów :)).
Osobny rozdział kulinarnej podróży do Czech trzebaby poświęcić napojom :) Chyba każdy znajdzie tam coś dla siebie, chociaż większość to napoje alkoholowe. Piwo przede wszytkim, ale w tym temacie, jako że piwnym smakoszem absolutnie nie jestem ;), niestety miarodajna nie będę. Za to mogę polecić bardzo smaczne, morawskie czerwone wina. Wędrując po Pradze można też wszędzie napić się herbaty lub czekolady z rumem lub czekolady z absyntem (!)


Do Pragi muszę wrócić, żeby uzbrojona w zapasowe baterie do aparatu obfotografować Złotą Uliczkę i żeby kupić foremki ule, których nie udało mi się tym razem znaleźć. Dlatego na razie mówię jej do zobaczenia :)

Więcej moich zdjęć z Pragi znajdziecie w pocztówkach z podróży

  © Blogger template 'Morning Drink' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP