
poniedziałek, 14 września 2009
W drogę!

niedziela, 13 września 2009
Mufinki z wędzonym łososiem

Moja pierwsza propozycja w kategorii mufinek wytrawnych :) Nieczęsto zdarza mi się piec słone babeczki, bo możliwości i wspaniałych połączeń słodkich jest tak wiele, że to one zwykle wygrywają (szczególnie w sezonie owocowym). Ale odkryłam, że taka wytrawna mufinka jest świetnym remedium na zmorę mojego odżywiania, czyli śniadania i drugie śniadania :) Pisałam już kiedyś, że jestem typową sową, zwierzęciem nocnym, którego aktywność dzienna zaczyna się najwcześniej o dziewiątej rano. Kiedy w ciągu tygodnia jestem zmuszona wstać dużo wcześniej, mój poranek polega na rutynowym, automatycznym i półświadomym wykonywaniu codziennych czynności, do których zalicza się również śniadanie. Proste kanapki, twarożek, jogurt albo ewentualnie jajecznica, popijane herbatą, to wszystko na co mnie stać w stanie mojej porannej świadomości ;) Drugie śniadanie jest jeszcze bardziej frustrujące, bo zwykle kończy się na drożdżówce lub pączku z pobliskiej cukierni i kawie w pracy. Dobrze, że przynajmniej nigdy nie zapominam o świeżych owocach, bo inaczej codziennie spalałabym się ze wstydu sama przed sobą, mając w myślach kolorowe bento boxy, napakowane po brzegi zdrową żywnością ;)

Mufinki z wędzonym łososiem, na które przepis znalazłam na blogu Bonbini mają pełno zalet. Dzięki nim można zutylizować kawałek łososia, którego zdecydowanie wolę w jakimś "opakowaniu" niż saute, mufinki zawsze można upiec trochę wcześniej (np. wieczorem poprzedniego dnia), aby delektować się nimi rano i co najważniejsze - wytrawne babeczki z dodatkiem ryby, ziół i razowej mąki, a dodatkowo jedzone z twarożkiem (takie najbardziej mi smakowały :)), są o wiele pożywniejsze w charakterze drugiego śniadania od swoich słodkich kuzynek. Dokładając do tego jeszcze jedną zaletę w postaci możliwości mrożenia mufinek, problem śniadania na jakiś czas mam z głowy ;)

Mufinki z wędzonym łososiem:
2 jajka,
3 łyżki masla,
1 szklanka maślanki,
1,5 szklanki białej mąki,
1/2 szklanki mąki razowej,
1 łyżka proszku do pieczenia,
1 łyżka cukru.
1/4 łyżeczki soli,
ok. 75 g wędzonego łososia,
1/4 szklanki bazylii (najlepiej cytrynowej tajskiej),
1 łyżka skórki otartej z cytryny,
1 łyżeczka świeżo zmielonego czarnego pieprzu
Rozgrzać piekarnik do 200 stopni. Masło stopić i wystudzić. Jajka roztrzepać z maślanką. W oddzielnej misce wymieszać mąki, sól, cukier, pieprz i proszek do pieczenia. Do składników suchych dodać mokre, dodać też skórkę cytrynową, bazylię i masło. Wymieszać wszystko szybko łyżką. Formę do mufinek wysmarować masłem lub wyłożyć papilotkami. Przełożyć ciasto. Piec około 20 minut.
piątek, 11 września 2009
Ta`amiyya (falafel) z cukinią i chlebki pitta

Z malutkimi kotlecikami z ciecierzycy lub bobu, smażonymi w głębokim oleju po raz pierwszy zetknęłam się w Egipcie, parę lat temu, kiedy z przyjaciółką przewędrowałyśmy kraj faraonów od delty Nilu aż do Assuanu. Spełniając moje wielkie marzenie o poznaniu tej wspaniałej, ponadczasowej kultury i dotknięciu jednej z wielkich piramid :) jednocześnie stykałam się ze współczesnym Egiptem i jego jasnymi i ciemniejszymi stronami. Najmilej wspominam początek podróży, kiedy to na kilka dni zatrzymałyśmy się w niewielkiej i zupełnie nieturystycznej miejscowości na północy. Dla jej mieszkańców byłyśmy równie wielką atrakcją, jak oni i ich życie dla nas, z każdej strony spotykając się z wielką życzliwością (byłyśmy zaproszone nawet do miejscowej podstawówki w charakterze gości z dalekiej Europy i na uroczystą kolację ramadanową przez jedną z tamtejszych rodzin :)). Tam właśnie po raz pierwszy jadłam ta'amiyyę, w innych krajach arabskich zwaną falafelem - prosto z ulicznego stoiska, na które składał się olbrzymi wok z rozgrzanym olejem, miska z mieloną ciecierzycą z przyprawami i uśmiechnięty od ucha do ucha pan, który gotowe, usmażone kotleciki pakował w tutkę zwiniętą z gazety :) Nasze żołądki, nieprzywykłe jeszcze do innego jedzenia, ta'amiyyę tolerowały nad podziw dobrze. Ba, nawet tak się rozsmakowały, że kotleciki z gazety ;) stały się podstawą naszego wyżywienia w czasie całej podróży. Nieodłącznym dodatkiem był też aysh, czyli arabski chlebek pitta, po który chodziłyśmy do miejscowej piekarni (na którą składało się pomieszczenie z piecem i misami do wyrabiania i wałkowania ciasta, długi stół z desek na zewnątrz, na który bezpośrednio lądowały upieczone pitty do sprzedaży i mnóstwo uśmiechniętych od ucha do ucha chłopców, lekko oprószonych mąką :)) późnym wieczorem, kiedy piekarnię otwierano i chleb był najświeższy. W Egipcie nie spotkałam się z podawaniem falafela w chlebie z sosami i warzywami, na wzór wegetariańskiego kebaba - kotleciki kupowało się oddzielnie i ewentualnie zagryzało, złożoną na pół pittą. Ale i tak najpyszniejsze były same, jedzone palcami prosto z gazety :) Ta'amiyya to zdecydowanie mój egipski, spożywczy numer jeden, wraz ze świeżo wyciskanym sokiem z trzciny cukrowej w konkurencji 'napoje' i słodkim, kremowym mango w konkurencji 'owoce' :)

Parę dni temu natknęłam się na przepis na falafela z dodatkiem cukinii na blogu Cook (Almost) Anything. Pomysł bardzo mi się spodobał, bo jak zauważyła też autorka bloga, klasyczny falafel czasem wychodzi za suchy, a dodatek cukinii (lub marchewki) może skutecznie temu zapobiec. I rzeczywiście, cukiniowe ta'amiyyki są chrupiące z wierzchu i przyjemnie miękkie i wilgotne w środku. Naprawdę przepyszne! Przepis poprawiłam trochę do własnego smaku przez dodanie czosnku i sezamu.

Ta'amiyya (falafel) z cukinią:
200 g startej cukinii,
400 g ciecierzycy (lub bobu) z puszki,
1 czerwona cebula,
2 ząbki czosnku,
1/2 łyżeczki wędzonej papryki,
1/2 łyżeczki mielonego kuminu,
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
1 jajko,
garść natki pietruszki (lub świeżej kolendry jak ktoś ma i lubi),
2 łyżki sezamu,
bułka tarta
Cebulę, czosnek, paprykę, kumin i proszek do pieczenia wrzucić do blendera i dobrze posiekać. Dodać cukinię (uprzednio odciśniętą dobrze z soku) i ciecierzycę i ponownie zmiksować całość. Na koniec dodać natkę pietruszki i sezam oraz lekko rozmącone jajko. Wszystko wymieszać (jeżeli masa jest zbyt rzadka, dodać 1-2 łyżki bułki tartej). Z masy formować malutkie kulki i obtaczać w bułce tartej, lekko spłaszczając (na wzór egipski ;)) lub nie, jeżeli wolicie kulki. W głębokiej patelni rozgrzać dobrze olej (ważne! Jeżeli olej będzie za chłodny falafele mogą się rozpadać) i smażyć kotleciki na złotobrązowo. Odsączyć na papierowym ręczniku.
Chlebek pitta

Na fali wspomnień z Egiptu, postanowiłam przy okazji upiec i aysh :) Nigdy wcześniej nie piekłam sama chlebków pitta i byłam bardzo ciekawa, czy rzeczywiście wyjdą takie pięknie napuszone, jak te z egipskiej piekarni :) Jako że to mój pierwszy raz, nie eksperymentowałam z przepisami, tylko pobiegłam do Tatter po wiarygodny i sprawdzony. Chlebki wyszły piękne i napuszone, jak na załączonych obrazkach (wykorzystałam swój patent z drożdżowym, które rośnie, kiedy śpię i chlebki po raz drugi rosły przez noc w lodówce).
Jeżeli macie ochotę na arabską ucztę bardzo polecam oba przepisy.

Chlebki pitta:(cytuję za Tatter)
450 g białej pszennej maki,
10 g swieżych drożdży (lub 1 łyżeczka instant),
2 łyżeczki soli,
280 g letniej wody,
4 łyżki oliwy z oliwek
Każdą z kulek rozwałkować na placki grubości około 5 mm, oprószyć z wierzchu mąką i zostawić pod przykryciem na 20 min. W tym czasie rozgrzać piekarnik do 230 stopni i kamień do pieczenia lub grubą blachę. Piec około 6-7 minut, aż ładnie się napuszą i lekko zarumienią.
Z egipskich foto wspomnień:

egipska "mała gastronomia", specjalizująca się w ta'amiyyi
środa, 9 września 2009
W kuchni (i nie tylko) z IKEA
Dzisiaj wyjątkowo nie będzie przepisu i nowej potrawy, ale wcale nie mam zamiaru uciekać z kuchni :)
Schyłek lata, koniec wakacji, powroty do pracy i szkół i jak co roku – nowy katalog IKEA w skrzynce. W tym roku wyjątkowo otrzymałam specjalną edycję katalogu w formacie XL z prośbą o podzielenie się opinią na jego temat wraz z innymi pięćdziesięcioma blogerami. Robię to z ochotą, bo IKEA jak nikt inny potrafi poratować kulinarnego blogowicza, w przypadku natychmiastowego zapotrzebowania na miseczkę, talerz, kubek czy serwetkę, niezbędnych do zaprezentowania i stylizacji dania :)
Otwieram nową edycję katalogu (format/rozmiar jednak czasem mają znaczenie ;)) i przenoszę się do znajomych mi już dobrze przestronnych, jasnych i naturalnych skandynawskich wnętrz, ciekawa, co nowego proponuje IKEA w nadchodzącym sezonie. Jak zawsze, najprędzej pragnę znaleźć się w kuchni i jadalni – w moich królestwach. Dzięki czytelnemu, kolorystycznemu spisowi treści nie błądzę po innych pomieszczeniach i nie gubię się pośród dekoracji i akcesoriów, tylko od razu trafiam do kuchni, po chwili buszując już wśród talerzy, kubków, sztućców, serwetek i dekoracji stołu. Nowości i miłych dla oka (i obiektywu aparatu ;)) akcentów jak zawsze nie brakuje. Nowe, roślinne motywy, kolory natury naczyń i dekoracji na pewno będą dodatkową motywacją do zdrowego, ekologicznego odżywiania się, a dzięki podpowiedziom i aranżacjom z katalogu, łatwo będzie dobrać komplet elementów pasujących do siebie kolorystycznie i stylowo. Jak zwykle jestem pod wrażeniem systemów szuflad, szafek kuchennych, półek i rozwiązań wykorzystania przestrzeni, które wydają się zbawienne dla kuchennych pasjonatów, próbujących pomieścić niezliczone (ale jak najbardziej potrzebne! ;)) ilości przypraw, naczyń i przyrządów kuchennych na małej zwykle powierzchni. Wiem już też, że wśród moich tegorocznych świątecznych pierniczków będą królowały reniferki, wykrojone nowymi foremkami z IKEA i na pewno nie przejdę obojętnie obok blaszek do pieczenia ciasta w kształcie słynnych szwedzkich koników z Dalarny (absolutnie słodkie! :)).
Wędruję dalej po sypialniach, łazienkach, spiżarniach i kącikach do pracy, odhaczając coraz więcej pozycji do przemyślenia, obejrzenia bądź natychmiastowego zakupu. Nowa pościel w cukierkowych kolorach do sypialni, nowa zwiewna zasłona do pokoju, kwadratowa umywalka, która zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia do łazienki i na pewno komplet nowych ramek na fotografie...
Czy to na pewno tylko przypadek, że największą ochotę na zmiany mam zawsze z nadejściem jesieni? ;)
poniedziałek, 7 września 2009
Brioszki ze śliwkami

Zapachniało jesienią. Dzisiaj pierwszy raz zauważyłam spadające z drzewa za oknem żółte liście, a z chodnika podniosłam pierwsze, dojrzałe błyszczące kasztany i włożyłam je do kieszeni i do torebki – na szczęście i dla zdrowia (podobno :)). A w mojej kuchni zapachniało drożdżowymi brioszkami. Też jesiennymi, bo ze śliwkami, z pomysłu znalezionego na blogu A Whisk and a Spoon :)
Każdy lubi zapach drożdżowego ciasta, który napawa spokojem i przywołuje miłe wspomnienia. Większość z mniej lub bardziej doświadczonych gospodyń domowych uważa drożdżowe za jedne z najłatwiejszych rodzajów ciasta. Dla mnie nigdy nie było to takie oczywiste. Fakt, w drożdżowym trudno o zakalec i zawsze mamy tę pewność, że ciasto/bułeczki na pewno wyrosną, jeżeli tylko używamy świeżych drożdży. Ale różnica pomiędzy ciężkim, gniotowatym drożdżowym (na które najłatwiej natknąć się chyba w Tłusty Czwartek, przy masowej, akordowej produkcji pączków ;)) a lekkim jak piórko, muślinowym, maślanym, pachnącym wanilią i rozpływającym się w ustach cieście jest tak kolosalna, że zawsze uważałam umiejętność pieczenia dobrego drożdżowego za prawdziwą sztukę. Sztukę, której posiądnięcie postawiłam sobie za cel :)

Przez wiele lat, stopniowo poznawałam się z drożdżowym, a efektem nie raz był ciężki, gumowaty placek, suche jak wiór i kruszące się bułeczki, wielkanocne baby, które po wyjęciu z piekarnika „siadały” czy puste w środku, „przestrzenne” strucle (o kamiennych, spalonych na czarno pączkach nie wspominając ;)) Przez ten czas nauczyłam się, że przy drożdżowym, co prawda ważna jest jakość i świeżość drożdży, dobre masło, odpowiednie proporcje mąki, tłuszczu i jajek, ale jednak najważniejsza jest ... cierpliwość :) Ciasto drożdżowe nienawidzi pośpiechu i nerwowości. Najpierw należy je dobrze wyrobić, a później pozwolić mu spokojnie wyrosnąć, przynajmniej dwa razy przed pieczeniem i w żaden sposób nie można obejść tej zasady (chyba że zadawala nas gniotowaty placek ;)). Co ciekawe, wcale nie wyrobiłam w sobie przez ten czas jakiejś szczególnej cierpliwości, mimo że moje drożdżowe wypieki osiągają coraz większy stopień doskonałości. Bo te najbardziej udane, zawsze wyrastają, kiedy śpię :) Kiedy mam w planie drożdżowe, staram się przygotować zaczyn i wygnieść ciasto wieczorem, po czym pakuję je w wygodną miskę, opatulam folią, aby nie wyschło, umieszczam w lodówce i pozwalam rosnąć spokojnie przez całą noc, tym samym nie wystawiając na próbę swojej cierpliwości ;) Rano, następnego dnia, przekładam wyrośnięte ciasto do foremek, piekę, by po chwili delektować się na śniadanie delikatnymi, muślinowymi, maślanymi brioszkami.

Brioszki ze śliwkami:
(proporcje na 12 bułeczek w formie do mufinek)
1,5 łyżeczki suszonych drożdży,
1/3 szklanki ciepłego mleka,
2 szklanki mąki,
3 łyżki cukru,
szczypta soli,
5 łyżek stopionego masła,
2 jajka,
1 łyżeczka wanilii
dodatkowo:
24 dojrzałe śliwki,
2 łyżki orzechów włoskich,
3 łyżki cukru,
1/4 szklanki powideł lub dżemu śliwkowego
Drożdże rozpuścić w ciepłym mleku i zostawić na chwilę, aż zaczną się pienić. Mąkę przesiać do miski, dodać cukier, sól i wymieszać. Zrobić wgłębienie i dodać roztrzepane jajka oraz zaczyn drożdżowy. Mieszać do uzyskania lepkiej, jednolitej masy, stopniowo dodając stopione masło. Ciasto na brioszki jest luźniejsze od drożdżowego zwykłego, więc nie przejmujcie się, że na początku będzie się kleić do rąk i nie dosypujcie mąki.
Ciasto przenieść na oprószoną mąką stolnicę i pobawić się w jego podnoszenie palcami i upuszczanie na stolnicę, do czasu aż uformuje się w gładką kulę :) Umieścić kulę w nasmarowanej oliwą misce i przykryć folią lub ściereczką. Pozostawić na 2-3 godziny w temperaturze pokojowej lub na noc w lodówce, aż podwoi swoją objętość.
Po wyjęciu ciasta, wyrobić je ponownie i odstawić na 5 minut. W tym czasie przygotować formy do pieczenia, smarując je grubo masłem. Swoje brioszki piekłam w formie do mufinek wyłożonej pergaminem, ale można je upiec również w formie do babek albo płaskiej blaszce - wtedy uzyskacie brioszkową tartę :)
Ciasto podzielić na 12 części, umieścić w foremkach i pozostawić do ponownego wyrośnięcia na około pół godziny.
Śliwki umyć, wypestkować i podzielić na połówki. Orzechy posiekać i wymieszać z cukrem. Każdą brioszkę posmarować z wierzchu powidłami lub dżemem i ułożyć po 4 połówki śliwek skórką do góry (dzięki temu sok śliwkowy rozkosznie wsiąka w ciasto podczas pieczenia :)) Brioszki posypać orzechami z cukrem. Piec około pół godziny w temperaturze 180 stopni na złotobrązowy kolor.
czwartek, 3 września 2009
Cukiniowe wstążki z makaronem, cukinią i tartą bułką


Cukiniowe wstążki z makaronem, cukinią i tartą bułką:
2 średnie cukinie,
1 cebula,
2-3 marchewki,
2 ząbki czosnku,
2 łyżki bułki tartej,
400 g makaronu wstążek,
garść natki pietruszki,
oliwa z oliwek
o mnie
- Komarka
- Poland
- Gotuję z przyjemnością i dla przyjemności. Uprawiam zioła, warzę sok z fiołków, zwijam różyczki z kruchego ciasta i godzinami zdobię pierniczki. Wszystko po to, by moje dania cieszyły oko, zachwycały nos i pieściły podniebienie. Bo jedzenie, to dla mnie alchemia zmysłów.
Etykiety
- akcesoria sprzęty (3)
- akcje kulinarne (36)
- azjatyckie (28)
- Boże Narodzenie (50)
- chlebki słodkie (9)
- chleby i bułeczki (35)
- ciasteczka (47)
- ciasto bezowe (3)
- ciasto biszkoptowe i ucierane (31)
- ciasto drożdżowe (24)
- ciasto filo (3)
- ciasto francuskie (6)
- ciasto kruche (19)
- cytrusy (18)
- czekolada (22)
- desery (31)
- dynia (19)
- fiołki (14)
- jabłka (19)
- karnawał (13)
- kokos (7)
- kuchnia polska (36)
- kulinarne pocztówki z podróży (30)
- kurczak (17)
- letnie grillowanie (6)
- lody (6)
- mak (11)
- makarony (17)
- mango (8)
- mięsne (26)
- mufiny i babeczki (12)
- napoje i drinki (11)
- ogród (10)
- orzechy (28)
- placki naleśniki pierogi (11)
- po grecku (8)
- przetwory (22)
- rabarbar (8)
- rajskie jabłuszka (3)
- ryba (10)
- ryż (5)
- sałatki (13)
- serniki (15)
- tarty słodkie i wytrawne (12)
- truskawki (18)
- wegetariańskie (57)
- Wielkanoc (30)
- wydarzenia (18)
- zioła przyprawy dodatki (18)
- zupy (22)
- śliwki (14)
- śniadanie (26)
Archiwum
-
►
2012
(55)
- grudzień (4)
- listopad (4)
- październik (2)
- wrzesień (4)
- sierpień (4)
- lipiec (1)
- czerwiec (6)
- maj (6)
- kwiecień (7)
- marzec (6)
- luty (5)
- styczeń (6)
-
►
2011
(69)
- grudzień (7)
- listopad (8)
- październik (5)
- wrzesień (5)
- sierpień (3)
- lipiec (6)
- czerwiec (7)
- maj (6)
- kwiecień (5)
- marzec (8)
- luty (4)
- styczeń (5)
-
►
2010
(86)
- grudzień (7)
- listopad (8)
- październik (7)
- wrzesień (4)
- sierpień (7)
- lipiec (6)
- czerwiec (8)
- maj (8)
- kwiecień (7)
- marzec (8)
- luty (7)
- styczeń (9)
-
▼
2009
(94)
- grudzień (10)
- listopad (10)
- październik (8)
- wrzesień (6)
- sierpień (6)
- lipiec (8)
- czerwiec (9)
- maj (7)
- kwiecień (7)
- marzec (8)
- luty (8)
- styczeń (7)
-
►
2008
(100)
- grudzień (8)
- listopad (8)
- październik (10)
- wrzesień (8)
- sierpień (10)
- czerwiec (12)
- maj (11)
- kwiecień (7)
- marzec (10)
- luty (7)
- styczeń (9)
-
►
2007
(20)
- grudzień (7)
- listopad (8)
- październik (5)
Kulinarnie z kraju i ze świata
- A Cat in the Kitchen
- A Meandering Mango
- A Whisk and a Spoon
- Anoushka en Cuisine
- Arabeska
- Around the Kitchen Table
- B Comme Bon
- Bakarella
- Baking Obsession
- Bea w Kuchni
- Brulion z Przepisami
- Cannelle et Vanille
- Cook (Almost) Anything
- Coś Niecoś
- Delicious Days
- Eat after Reading
- Elra
- Food Blogga
- Food Haven
- Happy Home Baking
- Home MadeS
- Jej Kuchnia.pl
- Joy the Baker
- Junglefrog Cooking
- Kuchnia Alicji
- Kwestia Smaku
- La Tartine Gourmande
- Makagigi i 55 Pierników
- Moja Kuchnia nad Atlantykiem
- Moje Wypieki
- My Best Food
- My Kitchen
- Neringos Blogas
- Nordijus
- Palachinka
- Palce Lizać!
- Passionate About Baking
- Pastry Pal
- Pieprz czy Wanilia
- Rasa Malaysia
- Simply Recipes
- Smitten Kitchen
- Souvlaki For The Soul
- Stone Soup
- Strawberries from Poland
- Tartelette
- Trufla
- Use Real Butter
- What Katie Ate
- What's for Lunch Honey
- White Plate
- Перлы от La Perla
Every Cake You Bake,
kopiowanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione





