piątek, 24 grudnia 2010

Święta...



To już dzisiaj ten najpiękniejszy dzień w roku, dlatego wszystkim zaglądającym tutaj chciałabym życzyć ciepła, radości, spełnienia marzeń i tego wszystkiego, czego najbardziej brakuje Wam w pełnej obowiązków i pośpiechu codzienności.
Delektujcie się do woli świątecznymi smakami i zapachami - taka okazja zdarza się przecież tylko raz w roku :)

Wesołych Świąt!




poniedziałek, 20 grudnia 2010

Strudel makowy



Już to czujecie? Tę przedświąteczną gorączkę, szał zakupów, planowania i tę prześladującą myśl, czy aby na pewno zdążymy ze wszystkim? Taki stan prześladuje mnie od weekendu, żeby zakończyć się dopiero z następnym, już świątecznym weekendem :) Trochę też nie chce mi się wierzyć, że Wigilia już za parę chwil, ale wraz z ilością wypucowanych kątów i podłóg, z pojawianiem się kolejnych świątecznych ozdób i w końcu z triumfalnym wjazdem w nasze progi pachnącego lasem drzewka szybko zmieni się to z pewnością i za tydzień o tej porze będę z niedowierzaniem zastanawiać się - jak to możliwe, że już po świętach.

W tej przedświątecznej gorączce proponuję Wam jeszcze jedną słodką pokusę - strudel makowy ze świątecznej kuchni naszych prababek, a dokładnie ze zbioru przepisów Marii Disslowej. Ciasto proste, nie wymagające większych przygotowań i długiego leżakowania (chociaż warto upiec go dwa dni przed podaniem, ponieważ bardzo dobrze robi mu taki odpoczynek po pieczeniu, a słodka beza skutecznie chroni przed wyschnięciem) i mieszczące w sobie to wszystko, co ciasto bożonarodzeniowe mieć powinno - migdały, mak, miód i piernikowy aromat. Nie wiem, czy wypada mi krytykować czy poprawiać panią Disslową, ale ja dla pełnego smaku dodałabym do nadzienia trochę kandyzowanej skórki pomarańczowej, a dla pełni szczęścia, posmarowałabym ciasto przynajmniej cienką warstwą kremu czekoladowo-śliwkowego (koniecznie z gorzkiej czekolady bez dodatku cukru). Zachęcona swoimi pierwszymi doświadczeniami z makaronikami, postanowiłam też pokryć strudla bezą "makaronikową" z mielonymi migdałami w środku, zamiast bezy zwykłej, posypanej płatkami migdałowymi. Efekt był bardzo zadowalający i jedno jest pewne - taki "śnieżny" strudel może być piękną ozdobą świątecznego stołu.



Strudel makowy:

8 żółtek,
4 białka,
100 g cukru,
80 g migdałów ze skórką,
80 g zmielonego maku,
40 g mąki,
kilka kropel ekstraktu waniliowego lub łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią

nadzienie -
1/8 l miodu,
60 g migdałów blanszowanych,
30 g piernika (mogą to być pierniczki katarzynki)

do glazurowania -
2 białka,
20 g drobnego cukru kryształu,
40 g cukru pudru,
30 g migdałów (w płatkach lub mielonych)

Żółtka utrzeć z cukrem i wanilią. Dodać mak, przesianą mąkę i drobno posiekane migdały. Białka ubić na pianę i delikatnie wymieszać z masą makową. Płaską blachę do pieczenia wyłożyć pergaminem i rozsmarować równo ciasto. Piec w piekarniku nagrzanym do 160 stopni około 10 minut (trzeba uważać, aby nie przepiec ciasta, ponieważ będzie suche i łamliwe).

Miód lekko zrumienić i jeszcze ciepłym posmarować upieczone ciasto makowe. Warstwę miodową posypać startym lub pokruszonym piernikiem i posiekanymi migdałami. Delikatnie zwinąć jak roladę, pomagając sobie wilgotną ściereczką. Strudel zawinięty w ściereczkę lub pergamin zostawić na kilka minut.

W tym czasie ubić białka, dodając cukier kryształ. Kiedy piana będzie już prawie sztywna, dodać cukier puder (jeżeli robicie wersję ze zwykłą bezą i płatkami migdałowymi) lub cukier wymieszać z mielonymi migdałami i delikatnie wymieszać z ubitą pianą z białek (jeżeli robicie wersję z bezą migdałową).

Strudel rozwinąć i jeszcze raz przenieść na wyłożoną pergaminem blachę. Wierzch posmarować pianą i posypać płatkami migdałowymi (w wersji z płatkami ;))
Suszyć w lekko nagrzanym piekarniku (ok 120 stopni) około godzinę, aż beza będzie krucha.



środa, 15 grudnia 2010

Pierniczkomania



... ogarnia mnie w tym czasie każdego roku :) Basia pisała ostatnio, że nie wyobraża sobie świąt bez pierniczków. Podpisuję się pod tym obiema rękami, bo odkąd upiekłam swoje pierwsze pierniczki (próbuję sobie przypomnieć, kiedy to właściwie było, ale niestety bezskutecznie :)) owładnęła mnie całkowicie ta coroczna pierniczkomania. Czasem podejmuję walkę i postanawiam przynajmniej raz dać sobie spokój z zagniataniem, przechowywaniem, chłodzeniem, wycinaniem, pieczeniem i lukrowaniem, ale cóż z tego, kiedy następnego roku moja pierniczkomania uderza ze zdwojoną siłą :) No bo jak może zabraknąć ich na świątecznym stole, na choince i w świątecznych prezentach? Przechodziłam już chyba wszystkie możliwe pierniczkowe fazy i mody, od pierniczków wycinanych ręcznie (kiedy wybór foremek był u nas bardziej niż skromny), pierniczkowo-landrynkowych witraży, zabaw z kolorowymi lukrami, bakaliowo-pestkowych ozdób, po piernikowe domki i choinki. Teraz piekę pierniczki tylko w moich ulubionych kształtach i zdobię je białym lukrem i cukrowymi perełkami.



Muszę się przyznać, że sama pierniczki traktuję prawie wyłącznie dekoracyjnie (osobiście wolę słuszny kawałek piernika z bakaliami ;)) chociaż obdarowani nimi zawsze chwalą też smak. Najważniejsze, aby ciasto nie odkształcało się podczas pieczenia, nie rosło zbyt mocno (chyba, że są to katarzynki ;)) i pachniało miodem i korzeniami. W tym roku wypróbowałam nowy przepis, który znalazłam u Marthy Stewart, a który pierwotnie był przepisem na świąteczne ciasteczka z kardamonem. I muszę przyznać, że wyszły z niego bardzo fajne pierniczki :) Do ciasta dodałam dodatkowo przyprawy do piernika, żeby nadać im pierniczkowego charakteru, trochę kakao, dla ładniejszego koloru, a amerykański syrop kukurydziany zamieniłam naszym swojskim miodem. Ciasto ładnie się wałkowało, a pierniczki ani trochę nie zatraciły nadanych im foremkami kształtów podczas pieczenia. I co najważniejsze (uwaga dla spóźnialskich! ;)) - nie muszą długo dojrzewać, bo są chrupiące już po upieczeniu. Do tego mają wspaniały, zdecydowany smak, więc nie bójcie się dodawania pieprzu i ziela angielskiego - one naprawdę pasują. Ja zgodnie z przepisem zrobiłam ciasto kardamonowe, ale jeżeli na przykład bardziej lubicie imbir, zamiast kardamonu można dodać mielonego imbiru i upiec pierniczki imbirowe. Wystarczy pamiętać tylko, że ciasto trzeba przygotować dzień wcześniej, bo musi schłodzić się w lodówce.






Pierniczki kardamonowe:

5 szkl. mąki,
200 g miękkiego masła,
1 jajko w temperaturze pokojowej,
1/2 szkl. cukru brązowego,
1/2 szkl. cukru kryształu,
1/2 szkl. miodu,
1/4 szkl. tłustej śmietany,
1 łyżeczka sody oczyszczonej,
1 łyżeczka soli,
1/2 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego,
1/4 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu,
1 łyżka zmielonego kardamonu,
1 łyżeczka przyprawy do piernika,
1 łyżeczka esencji waniliowej,
1 jajko,
2 łyżki kakao,
1/4 szkl. wody

lukier -
1 białko,
1 szklanka cukru pudru,
kilka kropel soku z cytryny

W dużej misce wymieszać mąkę, sodę oczyszczoną, sól, kardamon, ziele angielskie, pieprz, przyprawę do piernika i kakao. W rondelku zagotować miód z cukrem kryształem i brązowym i z wodą, mieszając do czasu aż cukier się całkowicie rozpuści. Do osobnej miski przełożyć masło i wlać gorący miód. Ubić mikserem na niskich obrotach, żeby składniki się połączyły.
Śmietanę ubić z jajkiem i wanilią, a następnie dodać masło z miodem. Miksować do połączenia się składników.

Składniki mokre wlać do składników suchych i przez chwilę miksować na niskich obrotach, aż ciasto będzie jednolite i gładkie. Ciasto podzielić na trzy części i uformować trzy kule. Owinąć folią plastikową i zostawić na noc w lodówce.

W dniu pieczenia pierniczków ciasto trzeba wyjąć z lodówki przynajmniej pół godziny przed wałkowaniem, aby trochę zmiękło. Rozwałkować każdą kulę na placek grubości około 3 mm (najlepiej robić to wkładając ciasto pomiędzy dwa arkusze pergaminu lub folii plastikowej). Foremkami lub ręcznie wyciąć ulubione kształty pierniczków i przełożyć je na blachę wyłożoną pergaminem. Rozgrzać piekarnik do 180 stopni i piec każdą porcję ciasteczek około 10 minut.
Wystudzone pierniczki polukrować, a kiedy wyschną, przełożyć do puszek lub zamykanych szczelnie pudełek.

Lukier robię ubijając lekko białko, po czym ucierając z cukrem pudrem i sokiem z cytryny do uzyskania pożądanej konsystencji.



niedziela, 12 grudnia 2010

Herbata zimowa



Zima ma swoje uroki - piękna, biała, nastrojowa, trochę bajkowa. Ale są też jej mniej przyjemne strony, kiedy smagani mroźnym wiatrem, brnąc przez śliskie, zaśnieżone chodniki, marzymy tylko o ciepłym kocyku i ogromnym kubku gorącej, aromatycznej herbaty. Przynajmniej w moim przypadku, bo herbata to mój napój numer jeden, nie tylko zimą i jesienią, ale właśnie zimą i jesienią zamieniam lekkie herbaty owocowe na mocne, korzenne, miodowe i to pite w ilościach hurtowych :)

Parę lat temu, znana "żółta" firma herbaciana wypuściła na rynek limitowaną serię herbaty o nazwie "Christmas tea". Opakowana w ładne, czerwone pudełko z okienkiem w kształcie choinki, dzięki któremu można było zajrzeć, co kryje w środku. A kryło wszystko to, co lubię - oprócz czarnej, liściastej herbaty, między innymi pomarańczową skórkę, dużą ilość kolendry, imbir, kawałki kory cynamonowej i goździki. To była jedna z moich ukochanych gotowych mieszanek herbacianych. Moja przyjaciółka nazywała ją "herbatką piernikową", kiedy parzyłam kolejny imbryczek, kolejnego zimowego wieczoru, jaki spędzałyśmy na pogaduszkach. Niestety sezonowej edycji Christmas Tea nie kontynuowano i nigdy więcej nie znalazłam jej w sklepach, ani nie trafiłam na godnego następcę. Pozostało po raz kolejny zdać się na siebie :)

Odkąd kaloryfery zaczęły grzać pełną parą, ruszyła też moja zimowa suszarnia - jabłka, gruszki na wigilijny kompot, plasterki pomarańczy i cytryn na świąteczne dekoracje oraz składniki zimowej herbaty :) Posiekana w kostkę suszona skórka pomarańczowa, ususzone kawałeczki imbiru, kawałki kory cynamonowej, suszona czarna porzeczka (ususzona latem), goździki i kolendra w ziarenkach wystarczyły, żeby odtworzyć smak ulubionego napoju. W dodatku proporcją składników można tak dowolnie żonglować, że w zależności od aktualnego kaprysu robię mieszankę bardziej imbirową, mocniej pomarańczową lub szaleńczo cynamonową. Pomyślę też o prezentowych mieszankach zimowej herbaty, dostosowanych do indywidualnych preferencji obdarowywanych. A tymczasem zaparzę jeszcze jeden kubek i pójdę sprawdzić, jak schną lukrowane pierniczki (o czym w następnym wpisie) :)



Herbata zimowa:

100 g dobrej, czarnej herbaty liściastej,
3 łyżeczki wysuszonej skórki pomarańczowej,
2 łyżeczki wysuszonego imbiru,
2 łyżki suszonej czarnej porzeczki,
3 łyżeczki ziaren kolendry,
1 łyżeczka goździków,
kilka kawałków kory cynamonowej

Pomarańczę z której skórkę będziecie używać do herbaty trzeba najpierw bardzo dokładnie wyszorować, sparzyć. W miarę możliwości trzeba szukać pomarańczy niewoskowanych. Skórkę zdjąć i oczyścić z jej białej części. Pokroić w kostkę. Imbir obrać ze skórki i pokroić w kostkę. Wysuszyć. Skórkę i imbir suszę w tackach lub na pergaminie rozłożonym na kaloryferze. Cynamon i goździki lekko potłuc w moździerzu.
Herbatę wymieszać z wysuszoną skórką pomarańczową, imbirem, porzeczką i korzeniami. Przełożyć do słoika lub puszki z pokrywką. Herbata jest gotowa do parzenia po około pięciu dniach.



czwartek, 9 grudnia 2010

Makaroniki piernikowe z kremem czekoladowo-śliwkowym



Uff, makaronikowy debiut ma za sobą :) To jedno z tych kulinarnych zadań, do których zbierałam się wieki, dlatego tym bardziej się cieszę, że się w końcu przełamałam. Desery i większa część wyrafinowanej kuchni francuskiej wciąż budzi we mnie pewien respekt. Zdążyłam już przekonać się, że na pozór prostą recepturę, można zepsuć jednym fałszywym ruchem ręki lub subtelnymi niuansami w doborze i proporcji składników. Nie inaczej jest z makaronikami. Z moich pierwszych jestem dość zadowolona, choć daleko im do ideału i pewnie za kilka lat będę się z nich śmiała ;) Wyszły "pieczarkowate" w kształcie, z mini stópką i pierwsza ich blacha popękała złośliwie, wprawiając mnie w rozpacz ;) Na szczęście szybko odkryłam błąd, którym była zbyt wysoka temperatura i druga partia upiekła się już o niebo lepiej. Idealną konsystencję ciasta, która gwarantuje 90% makaronikowego sukcesu, też mam do poprawki, bo chociaż przeczytałam wszystkie możliwe "tips&tricks" na ten temat, nie można dopracować tego inaczej, jak własnym doświadczeniem. Jedyne, do czego nie mogę się przyczepić to ich smak :)

Magia zimy i nadchodzących świąt sprawiły, że zamarzył mi się piernikowy makaronik lub makaronikowy piernik :) Koniecznie z korzennymi przyprawami, czekoladą i śliwkowym przełożeniem - taki piernikowy smak w pigułce :) Efekt osiągnięty, bo do ciasta bezowo-migdałowego wystarczyło dodać przyprawy do piernika, a krem, który urodził się spontanicznie w trakcie walki z makaronikowymi skorupkami, godnie dopełnił dzieła. I tylko koloru piernikowego brak, bo w całym stresie makaronikowego debiutu nie miałam głowy do wymyślenia zabarwienia (chociaż teraz myślę, że wystarczyłoby dodać łyżkę kakao ;)) Najwyraźniej nie miało to dużego znaczenia, bo po rozpływających się w ustach makaronikach nie ma już śladu i na święta na pewno będę musiała upiec je znowu, a wtedy będą na pewno kształtniejsze, barwniejsze, mniej "pieczarkowate" i równie pyszne :)



Makaroniki piernikowe z kremem czekoladowo-śliwkowym:

bezowe skorupki -
90 g (z ok. 4 jajek) białek,
30 g drobnego cukru kryształu,
200 g cukru pudru,
110 g migdałów
1 łyżeczka przyprawy do piernika

krem czekoladowo-śliwkowy -
100 g czekolady deserowej,
60 g suszonych śliwek,
2 łyżki śliwowicy,
80 g masła

Ważne - białka oddzielić od żółtek około cztery dni przed planowanym pieczeniem makaroników i przechowywać w lodówce. Dzień przed pieczeniem wyjąć białka z lodówki, aby osiągnęły temperaturę pokojową.

Białka ubijać mikserem, aż zacznie tworzyć się gęsta piana. Dodać cukier kryształ i dalej ubijać, aż piana stanie się sztywna i lśniąca. Nie można ubijać piany bardzo długo, aby nie stała się sucha.

Do blendera z przystawką lub malaksera wrzucić migdały i cukier puder i zmielić całość na mączkę. Przesiać przez sitko, aby pozbyć się wszystkich niezmielonych grudek. Cukier z migdałami wymieszać z przyprawą do pierników. Do składników suchych dodać pianę z białek i kilkoma sprawnymi ruchami łyżki lub gumowej szpatuły wymieszać całość. Trzeba bardzo uważać, żeby nie mieszać zbyt długo, ponieważ masa będzie coraz rzadsza. Najlepiej zrobić mały test i nałożyć trochę masy na talerzyk - masa o idealnej konsystencji powinna lekko rozlewać się na boki i utworzyć gładką powierzchnię. Jeżeli jest zbyt gęsta i na powierzchni zostaje np. czubek po łyżce, trzeba jeszcze 2-3 razy zamieszać masę.

Płaską blachę do pieczenia wyłożyć pergaminem. Rękaw cukierniczy (lub róg woreczka foliowego) napełnić masą i wyciskać równe kółka o około 2-3 cm średnicy. Odstawić blachy na około pół do godziny do obeschnięcia.

Rozgrzać piekarnik do 140 stopni. Bezowe skorupki piec około 15 minut, najlepiej przy lekko uchylonych drzwiczkach piekarnika. Upieczone ciasteczka odstawić na chwilę do ostygnięcia, a potem delikatnie odklejać od papieru. Jeżeli nie chcą odchodzić, kruszą się lub rozwarstwiają, nalejcie odrobinę wody pomiędzy blachę a pergamin - pod wpływem pary skorupki odkleją się łatwiej.


Aby przygotować krem, należy posiekać śliwki, zalać je śliwowicą (można użyć innego mocnego alkoholu) i odstawić na około pół godziny. Po tym czasie śliwki przełożyć do rondelka, dodać kilka łyżek wody (tyle aby woda pokryła dno) i gotować na małym ogniu mieszając około 10 minut. Odstawić z ognia i dodać połamaną na kawałki czekoladę. Całość wymieszać, aż czekolada całkowicie się rozpuści. Jeżeli śliwki nie rozgotują się i zostaną większe kawałki, lekko zmiksować blenderem. Masę ostudzić.
Masło utrzeć na puszysty, biały krem. Dodawać po łyżce masy śliwkowo-czekoladowej ciągle ucierając. Gotowy krem zostawić na pół godziny w lodówce do schłodzenia.

Krem nakładać łyżeczką na bezową skorupkę przykrywając drugą.

Makaroniki najlepiej przechowywać z szczelnym, zamkniętym pojemniku w lodówce. Najlepiej smakują na drugi dzień, kiedy smaki się połączą.



poniedziałek, 6 grudnia 2010

Kurczak z suszonymi śliwkami i miodem



Moje świąteczne listy zakupów przepełnione są górami bakalii i suszonych owoców. W końcu święta zobowiązują i owocowy i grzybowy susz jest częścią świątecznej, kulinarnej tradycji. Wigilijny kompot, masa makowa, keksy, serniki i pierniki, nadzienia do mięs i sosy wypełnione są suszonymi owocami i bardzo dobrze, bo to przecież samo zdrowie i bez nich pewnie nie dalibyśmy rady przetrawić tego całego świątecznego maratonu potraw. Zanim owocowe zapasy zaczną wędrować do ciast i dań na Boże Narodzenie, podkradam ich garść na obiad :) W sam raz na mroźny początek grudnia - kurczak w miodzie z dodatkiem korzennych przypraw, z suszonymi śliwkami i migdałami - smaczne i rozgrzewające. Tyle że znów trzeba będzie dokupić kolejną porcję suszu i bakalii ;)

Jeżeli macie chwilę przerwy w świątecznych przygotowaniach i ochotę na chwilkę relaksu, zapraszam Was na stronę portalu We-Dwoje.pl, gdzie można przeczytać mały wywiadzik ze mną, w nowym cyklu Blogi ze smakiem, którego bohaterem w tym tygodniu jest Every Cake You Bake :)



Kurczak z suszonymi śliwkami i miodem:
(wg "Dried fruit&nuts" The Australian Women's Weekly)

2 łyżki oleju,
ok. 1,5 kg (ulubionych) kawałków kurczaka,
1 średnia cebula (najlepiej czerwona),
1 łyżeczka cynamonu,
1/4 łyżeczki kurkumy,
2 łyżeczki mielonego imbiru,
szczypta nitek szafranu,
1/3 szkl. (ok. 120 g) miodu,
3/4 szkl. (ok. 125 g) wypestkowanych, suszonych śliwek,
1 łyżka uprażonych ziaren sezamu,
1/2 szkl. uprażonych migdałów,
1 łyżka skórki otartej z cytryny,
310 ml (ok. 1 i 1/4 szkl.) wody,
sól i pieprz

Olej rozgrzać na dużej, głębokiej patelni i partiami smażyć kawałki kurczaka uprzednio oprószone solą i pieprzem, aż będą rumiane ze wszystkich stron. Usmażone wyjąć i odsączyć z nadmiaru tłuszczu.

Na patelnię wrzucić posiekaną cebulę i mieszając zeszklić. Dodać przyprawy, wymieszać i smażyć przez chwilę (aż całość zacznie obłędnie pachnieć :)). Z powrotem dodać kurczaka, wymieszać, aż przyprawy z cebulą pokryją mięso z każdej strony. Dodać wodę, całość zagotować i dusić pod przykryciem około 30 minut, aż kurczak będzie miękki.

Jeszcze raz wyjąć z patelni kawałki kurczaka. Do sosu na patelni dodać miód i śliwki i dusić na małym ogniu bez pokrywki około 15 minut, aż sos trochę zgęstnieje. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Z powrotem przełożyć kurczaka i podgrzać w sosie.

Kurczaka podawać razem z sosem, oprószonego sezamem, migdałami i skórką cytrynową. Świetnie smakuje z ugotowanym na sypko ryżem.




środa, 1 grudnia 2010

Tort karmelowo-migdałowy



I oto niepostrzeżenie nadszedł grudzień. A z nim prawdziwa, mroźna i śnieżna zima :) Lubię jak jest, jak być powinno i całkiem cieszy mnie ten bajkowy widoczek za oknem, chociaż, pewnie jak większość z Was, nie spodziewałam się takich ekstremalnych temperatur od razu! Ale jak mówi klasyk - jest zima, więc musi być zimno ;) dlatego nie będę narzekać, tylko kibicować w duchu, żeby zima podarowała nam kolejne białe święta.

Właśnie! Czas najwyższy pomyśleć o świętach! Moje myślenie zaczęło się jak co roku od odgrzebywania kolekcji magazynów, wycinków z przepisami i dekoracjami i książek traktujących o świętach. W głowie zaczynam układać zarys świątecznego menu, bo jak zawsze, koniecznie musi być tradycyjnie, ale koniecznie na stole mu się znaleźć miejsce na parę kulinarnych nowości. Bo czy to nie wspaniałe, że świątecznego karpia i śledzia można przyrządzić na milion różnych sposobów, poszaleć z dodatkami do barszczu, marynatami do świątecznej pieczeni i rok po roku wypróbowywać wszystkie serniki świata? :) Dla mnie to jeden z uroków świąt i z przyjemnością poddaję się tej atmosferze planowania i przygotowywania.



Na dobry początek proponuję tort. Nie twierdzę, że to typowy, tradycyjny wypiek bożonarodzeniowy w mojej rodzinie, ale świetnie nadaje się na taką świąteczną nowinkę. Bo to jeden z deserów "pewniaków", który wygląda elegancko i efektownie, jest stosunkowo prosty i szybki w przygotowaniu i nie znam nikogo, kto zdołał się oprzeć jego smakowi. I znowu muszę oddać Dziuuni co dziuuniowe, bo to ona wymyśliła, żeby czekoladowy biszkopt genueński (z niezawodnego przepisu z kolekcji Le Cordon Bleu) przełożyć masą krówkową z chrupiącymi, karmelizowanymi płatkami migdałów i całość pokrytą bitą śmietaną posypać kolejną ich hojną garścią. To wszystko, przesiąknięte smakiem i zapachem amaretto, którym nasączony jest biszkopt, jest pokusą nie do odparcia. Z czystym sumieniem polecam nie tylko od święta :)



Tort karmelowo-migdałowy:

biszkopt genueński -
4 jajka,
100 g cukru pudru,
80 g mąki,
2 łyżki kakao,
20 g stopionego masła
szczypta soli

na przełożenie i wierzch -
puszka mleka skondensowanego słodzonego lub gotowej masy krówkowej,
1,5 szkl. śmietanki kremowej 30%,
75 g płatków migdałowych,
1 łyżka cukru pudru,
amaretto do nasączenia blatów (pasuje też likier kawowy)

Aby przygotować biszkopt należy oddzielić białka od żółtek. Białka ubić z solą na sztywną, lśniącą pianę, pod koniec ubijania dodając cukier puder. Ciągle ubijając dodawać po jednym żółtku. Przesianą mąkę wymieszać z kakao i wsypać do piany. Delikatnie wymieszać łyżką. Na koniec dodać stopione i ostudzone masło i jeszcze raz delikatnie wymieszać. Tortownicę o średnicy 21 cm wyłożyć papierem do pieczenia lub jej spód wysmarować masłem. Przełożyć ciasto. Piec około 25-30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Biszkopt można upiec dzień lub dwa dni wcześniej i ostudzony przechować w chłodnym miejscu, zawinięty w folię.

Jeżeli używacie mleka skondensowanego, należy wcześniej ugotować je w zamkniętej puszcze na małym ogniu, gotując przez trzy godziny, po czym ostudzić i otworzyć puszkę, kiedy będzie ona zupełnie zimna.

Migdały uprażyć na suchej patelni, aż lekko zbrązowieją, po czym posypać je cukrem pudrem, wymieszać i podgrzewać do czasu, aż cukier zacznie się topić i karmelizować. Połowę ostudzonych płatków w karmelu wymieszać z masą krówkową.

Schłodzoną śmietankę kremową ubić na krem (nie trzeba dodawać cukru, ponieważ ciasto i przełożenie są wystarczającą słodkie).

Biszkopt przekroić wzdłuż na połowę. Blaty nasączyć dobrze amaretto (około 4 łyżki na blat, ale kto lubi więcej, niech sobie nie żałuje ;)). Na dolny blat nałożyć masę krówkową z migdałami i dokładnie rozsmarować. Przykryć drugim, nasączonym blatem. Na wierzch tortu nałożyć bitą śmietanę, rozsmarowując ją również na bokach i posypać pozostałymi płatkami migdałowymi.
Przed podaniem chłodzić przynajmniej godzinę.




  © Blogger template 'Morning Drink' by Ourblogtemplates.com 2008

Back to TOP